W ostatniej kolejce grupy D byliśmy świadkami starcia rozbitej Argentyny z nastawionymi na walkę Nigeryjczykami. Oba te zespoły spotykały się wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat. Dzisiejszy mecz był jednak szczególny. Jego stawką był awans do 1/8 finału.
Argentyna, która zawodziła od pierwszego spotkania z Islandią, była wielką niewiadomą przed tym meczem. Zewsząd dochodziły różne, momentami sprzeczne informacje o nastrojach panujących w kadrze. Nie wiadomo było, kto tak naprawdę zarządza drużyną. Piłkarze mieli rzekomo protestować przeciwko Sampaoliemu, a nawet zagrozić tym, że oddadzą mecz walkowerem, jeżeli ten będzie nadal ich prowadził. Ostatecznie wyglądało na to, że jakoś się porozumieli. Argentyna rozpoczęła mecz.
Wszystkie oczy zwrócone były na piłkarza z numerem 10. Leo Messi musiał zagrać swój pierwszy dobry mecz na tegorocznym mundialu, jeżeli Argentyna miała o czymkolwiek marzyć. I zagrał.
W 14. minucie genialną piłkę zagrał mu Banega. A Leo wykończył akcję mistrzowskim strzałem. Tak padł jego pierwszy gol na tym mundialu.
O ile przez pierwsze 10 minut Nigeryjczycy starali się stworzyć zalążek akcji ofensywnej, tak po bramce Messiego przestali kompletnie grać w piłkę. Ich działania kończyły się na panicznej obronie na własnej połowie, a po odbiorze szybkim wyeksponowaniu piłki w stronę napastników. Oczywiście najczęściej oznaczało to stratę, a jeżeli już do piłki doszedł Nigeryjczyk, to nic z tego nie wynikało. Jedyne w czym dominowali nad obrońcami Argentyny to sprinty. Rozpędzony Musa „połykał” wręcz Otamendiego. Ten jednak zawsze był asekurowany przez któregoś ze swoich partnerów.
Pierwsza połowa zdecydowanie należała do dwóch Argentyńczyków. Pierwszy z nich – Messi, starał się być wszędzie, tak jakby nie do końca ufał kolegom z zespołu. Miał szansę podwyższyć prowadzenie, gdy po jego strzale z rzutu wolnego piłka uderzyła w słupek. Drugim z bohaterów był Diego Maradona. Kamera co chwilę kierowana była na „Boga futbolu”, na jego reakcje i gesty. Nas jednak interesowały wydarzenia boiskowe, a te coraz wyraźniej wskazywały na odbudowę Argentyńczyków.












