Anży Machaczkała zremisowała 1:1 z Udinese w pierwszym meczu grupy A. Spotkanie nie zachwyciło, a gole padały w ostatnich minutach obu połówek. Strzelcami byli Traore i Antonio Di Natale.
Do bardzo ciekawego pojedynku doszło w Udinese, gdzie miejscowi piłkarze podejmowali zespół Anży Machaczkała. Drużyna z Dagestanu to nowość wśród europejskich potentatów. Ta ekipa dopiero się tworzy, dzięki pieniądzom Sulejmana Kerimova. Rok temu podkupiła z Interu Samuela Eto’o, jednego z najlepszych snajperów Europy. Od niedawna trenerem piłkarzy z azjatyckich terenów Rosji jest Guus Hiddink, jeden z lepszych szkoleniowców na Starym Kontynencie. Wielkie pieniądze przyciągnęły do Anży również pozostałych graczy. I to głównie dzięki nim ten zespół awansował do pierwszej fazy Ligi Europy. Jak wiele jeszcze temu teamowi brakuje, pokazały jednak pierwsze minuty spotkania we Włoszech. Piłkarze z Dagestanu zaczęli bardzo chaotycznie, brakowało im dokładności. Gospodarze, widząc ich nieporadność, ruszyli do przodu. Zaatakowali agresywniej, wymuszając kolejne błędy i faule gości. I to właśnie po rzucie wolnym po przewinieniu byliśmy świadkami pierwszej okazji w tym meczu dla Udinese. Po tymże stałym fragmencie gry świetnie grający głową Danilo był niezwykle blisko pokonania bramkarza.

Goście próbowali się zrewanżować w 21. minucie, ale pokazali tylko, wykonując swój rzut wolny, jak wiele mają jeszcze do poprawienia. Jednak zdecydowanie większą niedokładność widać było w obronie Anży. Nieporadność przy stałych fragmentach gospodarzy, niefrasobliwe krycie. Defensorzy ograniczali się jedynie do chaotycznego wybijania piłki jak najdalej od własnej bramki. To zdecydowanie nie mogło się podobać. Gdyby jeszcze tylko Udinese było bardziej skuteczne, potrafiło wykorzystać te błędy w obronie, to do 25. minuty mogłoby być już dwa lub trzy do zera.
W 29. minucie po stracie Eto’o Udine ruszyło z kontrą. Futbolówka przemieszczała się z ogromną prędkością, obrońcy ledwo co zdążyli wrócić. I trzeba powiedzieć, że gdyby nie sprint Samby i jego blok, nieco desperacki, to Badu mógłby zdobyć gola. W końcu miał już przed sobą tylko bramkarza. To była bardzo dobra akcja zespołowa. Goście o tak składnie wymienionych podaniach mogli tylko pomarzyć. Jednak Anży miało w swoich szeregach wielkie indywidualności, z Eto’o na czele. Jedno zagranie, jeden sprint czy też potężny strzał z daleka cały czas pozwalał Machaczkale wierzyć w zwycięstwo.
Jednak to Udinese cały czas atakowało, było bliżej strzelenia tego upragnionego gola. Czy to po stałych fragmentach czy też wrzutkach z boków boiska. Za każdym razem działo się sporo w polu karnym gości. Nie tylko obrońcy byli temu winni. Bramkarz Pomazan swoimi niepewnymi interwencjami wprowadzał jeszcze większy chaos w grze swojej ekipy.













