Anży Machaczkała pokonało na własnym stadionie Udinese Calcio 2:0. Obydwa gole drużyna Guusa Hiddinka zdobyła w drugiej połowie, a na listę strzelców wpisali się Christopher Samba i Samuel Eto’o.
Walczące o zachowanie szans na wyjście z grupy Udinese tylko w pierwszych kilku minutach sprawiało wrażenie, jakby faktycznie zależało mu na tym, by wiosną dalej grać w Lidze Europy. Włosi w pierwszych kilku akcjach postraszyli swojego rywala, ale tak na dobrą sprawę nie stworzyli sobie klarownych okazji do objęcia prowadzenia. W 7. minucie po raz pierwszy zaatakowali w końcu podopieczni Guusa Hiddinka. Środkowy obrońca Samba zapędził się do ofensywnej akcji i oddał groźny strzał na bramkę, jednak futbolówka minimalnie minęła lewy słupek.
Akcja Samby była impulsem dla całego zespołu Anży, który od tego momentu przejął inicjatywę i dyktował warunki spotkania. W 12. minucie meczu Rosjanie powinni objąć prowadzenie, jednak znakomitą interwencją popisał się Brkić. Najpierw Eto’o uruchomił na lewym skrzydle Żyrkowa, ten dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie dopadł do niej Carcela Gonzalez. Jego mocny strzał w świetnym stylu na poprzeczkę sparował jednak wspomniany Brkić. Na kolejną okazję dla gospodarzy czekać musieliśmy aż do 26. minuty. Z prawej strony boiska szarżował Samuel Eto’o i oddał groźny strzał, po którym golkiper musiał wybić piłkę na rzut rożny. Po rozegraniu stałego fragmentu po raz drugi w tym meczu na bramkę Udinese uderzał – tym razem głową – Samba, ale znowu niecelnie.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy do głosu nieśmiało zaczęli dochodzić przyjezdni, ale w dalszym ciągu nie znaleźli sposobu na to, jak poważniej zagrozić ekipie z Machaczkały. Ostatnią bramkową szansę stworzyli sobie gracze Anży w 37. minucie. Po dośrodkowaniu z bocznego sektora boiska w polu karnym Udinese zrobiło się spore zamieszanie, ale żaden z zawodników nie zdołał wpakować piłki do siatki. Samuel Eto’o domagał się jeszcze odgwizdania karnego, ale powtórki pokazały, że arbiter nie popełnił błędu, nie dyktując „jedenastki”.
Na pierwszy rzut oka niewiele zmieniło się także w drugiej połowie spotkania. Stroną dominującą w dalszym ciągu był zespół Anży, jednak – w przeciwieństwie do tego, co oglądaliśmy przed przerwą – nie miał już takiej łatwości w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich. Przez pierwszy kwadrans byliśmy świadkami tylko jednego uderzenia i to w wykonaniu gości. W 53. minucie Badu dośrodkował na głowę Di Natale, ale Włoch uderzył prosto w bramkarza.
Po uderzeniu Di Natale przez bardzo długi czas nie byliśmy świadkami żadnej ciekawej akcji z jednej czy drugiej strony. Gospodarze próbowali zagrozić bramce Udinese na wszelkie możliwe sposoby, ale ani kombinacyjne ataki, ani dośrodkowania w pole karne, ani też uderzenia z dystansu nie przynosiły oczekiwanych efektów. W końcu w 72. minucie pojedynku Boussoufa dośrodkował z rzutu rożnego, a swojego pierwszego gola dla Anży strzałem głową zdobył Samba. Jak to mówią – do trzech razy sztuka!
Rosjanie poszli za ciosem i po trzech minutach prowadzili już 2:0. Samuel Eto’o otrzymał bardzo dobre prostopadłe podanie, zawinął obrońcę, zmylił bramkarza i wpakował piłkę do siatki. Rozkręceni zawodnicy gospodarzy ani myśleli zwalniać tempa. Na dwanaście minut przed końcem groźnie sprzed pola karnego uderzał Żyrkow, ale golkiper gości z olbrzymim trudem poradził sobie z tą próbą. Sytuacja Włochów stała się bardzo trudna kilka chwil później, kiedy drugą żółtą kartkę otrzymał Willians. Ostatnie dziesięć minut Udinese musiało grać w osłabieniu, ale wynik meczu ostatecznie nie uległ już zmianie, choć do samego końca Anży rozgrywało piłkę w okolicach pola karnego włoskiej ekipy.










