Angielska herbata: „Trzy Lwy” i nieudolni treserzy


O angielskiej myśli szkoleniowej, a dokładniej jej upadku

16 października 2018 Angielska herbata: „Trzy Lwy” i nieudolni treserzy

Treser jakichkolwiek dzikich zwierząt ma niełatwe zadanie. Chwila nieuwagi, jakikolwiek błąd i może skończyć się tragicznie. To wszystko przy założeniu, że treser ma jakiekolwiek kwalifikacje. W innym przypadku prawdopodobieństwo dramatu znacznie się zwiększa. Nie inaczej jest w reprezentacji Anglii. Kadrę „Trzech Lwów” już od lat prowadzą trenerzy bez odpowiednich kwalifikacji. Błędne koło co jakiś czas się zamyka. Lwy pożerają tresera, a w jego miejsce przychodzi kolejny – również z wątpliwymi umiejętnościami.


Udostępnij na Udostępnij na

O tym, że Anglicy przynajmniej w kwestii futbolu są święcie przekonani o swojej wyższości nad innymi, nie trzeba raczej nikogo przekonywać. Przed każdym turniejem rangi mistrzowskiej celują w medal, a nawet w zwycięstwo. Nikt racjonalnie nie ocenia szans i celów. Przerost ambicji? Być może, jednak owe aspiracje mają pewne podstawy. Niezmiennie od lat Anglicy dysponują graczami o olbrzymim potencjale. Jednostkami nierzadko wybitnymi, które zachwycają na co dzień w rozgrywkach klubowych. Piłkarzami klasy światowej. Tak było i jest nadal. Jednak nawet grono najlepszych zawodników potrzebuje odpowiedniego przewodnika. Potrzeba trenera, który kilkanaście jednostek scali w zespół.

W tym miejscu pojawia się największy problem reprezentacji „Trzech Lwów”. Problem, którego od lat nie widzi krajowa federacja. Poziom rodzimych szkoleniowców jest co najwyżej przeciętny. Spośród dziesięciu zespołów zajmujących obecnie miejsca w górnej części tabeli Premier League tylko jeden jest prowadzony przez angielskiego szkoleniowca. To pokazuje skalę problemu. Krajowa federacja zasłania jednak oczy i udaje, że nie widzi. Na selekcjonera reprezentacji od lat wybiera, nie inaczej, trenera z angielskim paszportem.

Ksenofobia kosztem jakości

A przecież jeszcze na początku XXI wieku FA szła zupełnie inną drogą. Uznani w świecie zagraniczni szkoleniowcy jak Sven-Göran Eriksson oraz Fabio Capello zatrudnieni na fotelu selekcjonera wnieśli odpowiednią jakość. Łącznie prowadzili angielską kadrę przez prawie dekadę. Do osiągnięcia sukcesu na wielkich turniejach brakowało ich drużynom czasem dokładności w seriach rzutów karnych, czasem szczęścia. To jednak nie było wytłumaczeniem dla władz angielskiej piłki. Wtedy ktoś w krajowej federacji musiał wpaść na „innowacyjny” pomysł. Skoro zespół „Trzech Lwów” już przegrywa, to niech przegrywa przynajmniej z angielskim selekcjonerem za sterami. Rozpoczął się festiwal kontraktowania niekompetentnych szkoleniowców.

Zatrudnienie Roya Hodgsona najtrafniej można określić mianem sabotażu. Takiego samobója strzelonego, zanim jeszcze jakikolwiek mecz z udziałem Anglików się rozpoczął. Na mistrzostwach świata w Brazylii „Trzy Lwy” nie wyszły z grupy. Ba, zajęły ostatnie miejsce, gromadząc zaledwie punkt. Przynajmniej tyle, że po powrocie zawodnikom było wstyd. Inaczej całą sytuację odbierał Roy Hodgson. Zdjęcia zadowolonego selekcjonera na lotnisku obiegły wówczas angielskie media.

Footballtube.com

Wbrew jakiejkolwiek logice szkoleniowiec zachował posadę. Jak się okazało, tylko po to, by dwa lata później jeszcze bardziej skompromitować ojczyznę futbolu. Porażka z Islandczykami w 1/8 francuskich mistrzostw Europy to największy „sukces” Roya Hodgsona. Dziewięć miesięcy później na wulkanicznej wyspie wybuchł prawdziwy baby boom. A wszystko dzięki niekompetencji angielskiego szkoleniowca.

Gareth, który angielskiego futbolu nie zbawi

Gdy wydawało się, że gorzej być nie może, FA pokazała, iż jednak może. Zatrudnienie Sama Allardyce’a wywołało na świecie uśmiech politowania. Uśmiech przekształcił się w beczkę śmiechu, gdy nowy selekcjoner został przyłapany na lewych interesach. Zbyt wielu osób to nie zdziwiło. Widać federacja poskąpiła na pensji „Big Sama”. Jednak jakby nie patrzeć, kadencja szkoleniowca była perfekcyjna, choć reprezentację poprowadził w zaledwie jednym spotkaniu. 100% zwycięstw robi jednak wrażenie…

Si.com

Gdy zatrudnianie starej gwardii wyszło już bokiem, władze federacji zdecydowały się „odmłodzić” stanowisko selekcjonera. Gareth Southgate, szkoleniowiec bez większego doświadczenia, został namaszczony na przedstawiciela nowej angielskiej myśli szkoleniowej. Czegoś, co w praktyce nie istnieje. Awans do strefy medalowej rosyjskiego mundialu na pewno był dużym zaskoczeniem i sukcesem. Mimo braku zdobytego krążka pojawiały się liczne opinie, że to właśnie były zawodnik m.in. Middlesbrough poprowadzi „Trzy Lwy” do sukcesów. Tym samym pokaże, że Anglicy również w sferze trenerów są przynajmniej w światowej czołówce. To pokazuje, jaka bieda panuje obecnie w kwestii angielskich szkoleniowców.

Na to, by Gareth Southgate był prekursorem nowej myśli szkoleniowej na Wyspach, się nie zanosi. Opornego taktycznie i niepotrafiącego eksponować atutów zespołu selekcjonera czeka jeszcze bardzo dużo pracy i nauki. Nie można nie odnieść wrażenia, że został rzucony na głęboką wodę, mimo iż dotąd taplał się w brodziku. Jakby z braku innych kandydatów. Szczególnie iż z racji pracy w angielskiej młodzieżówce był pod ręką.

Przed Anglikami w najbliższych latach olbrzymia szansa na dominację w światowym futbolu. Mistrzowie świata w kategoriach U-17 i U-20 zaczynają odgrywać coraz większe role w zespołach Premier League. Olbrzymie talenty Ryana Sessegnona, Dominica Calverta-Lewina, Rhiana Brewstera i wielu innych za chwilę eksplodują. Z czasem staną się filarami drużyny „Trzech Lwów”. Pytanie, czy angielska federacja zatrudni odpowiednio wykwalifikowanego tresera, który wydobędzie potencjał i pchnie podopiecznych do sukcesów. W innym przypadku tak jak od lat lwy pożrą tresera.

Mniej istotne, ale też ciekawe:

  • Najbliższa kolejka zacznie się od mocnego uderzenia. Chelsea zmierzy się z Manchesterem United. Potencjalna porażka „Red Devils” wprowadzi niemałe zamieszanie na Old Trafford. Media spekulowały, że Jose Mourinho zostanie zwolniony podczas przerwy reprezentacyjnej. Na razie może nie śpi spokojnie, ale jeszcze trzyma stołek. Dramatyczna wygrana z Newcastle United na chwilę (?) ugasiła pochodnie, a widły opadły. W przypadku porażki z „The Blues” wszystko może jednak zacząć się od nowa. W najgorszej sytuacji będą wtedy władze Manchesteru United. Czas na znalezienie nowego menedżera (tj. przerwa reprezentacyjna) właśnie mija. Poszukiwania podczas trwania rozgrywek będą operacją na otwartym sercu. Bez gwarancji, że pacjent przeżyje, czyt. United cokolwiek w tym sezonie ugra.
  • W meczu z Chorwacją w kadrze „Trzech Lwów” zadebiutował Jadon Sancho. Przypadek niecodzienny, gdyż aby zagrać w narodowych barwach, 18-latek musiał opuścić latem 2017 roku Manchester City i przenieść się do Dortmundu. To w barwach Borussii zaczął błyszczeć i już teraz mówi się o zainteresowaniu transferem gracza kilku zespołów z czołowej szóstki. Jeden krok w tył, a potem trzy do przodu.
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski