Southampton w sobotę podejmował Manchester City, a mecz zapowiadano na hit 14. kolejki Premier League. Jeśli pierwsza połowa mogła do tego określenia aspirować, to drugiej brakowało już trochę więcej od tego typu miana. Samo spotkanie jednak stało na niezłej intensywności, ale z pewnością to, z czego zapamiętamy starcie na St Mary’s Stadium, to nieporadność obu drużyn w grze ofensywnej.
Pressing i intensywność. Dwa aspekty gry, z których słynie Manchester City, a w ostatnim czasie zaczął również Southampton. Dla miłośników takiego stylu grania w piłkę sobotnie starcie zapowiadało się wybornie. Być może zwykły kibic uzna, że nie był to porywający mecz, ale już dla koneserów i fanów taktyki – owszem. Z samego spotkania dało się wywnioskować jeden główny wniosek – Manchester City nie jest już tak groźny jak jeszcze kilka miesięcy temu. My jednak postanowiliśmy pójść o krok dalej i rozłożyliśmy sobotnie starcie na czynniki pierwsze.
Wysoki pressing i próba wyłączenia środka pola
Od samego początku spotkania w grze obu drużyn dało się zauważyć wyraźną chęć do zaatakowania przeciwnika wysokim pressingiem. Oba zespoły mocno słyną z takiego stylu gry, ale hity z tego sezonu pokazywały już, że menedżerowie bardzo często zachowawczo nastawiają swoje zespoły na nie. Na szczęście nic takiego w sobotę się nie stało. Zarówno Southampton, jak i Manchester City od razu ruszyli pod pole karne przeciwnika.
Southampton zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami nie przestraszył się Manchesteru City. Gospodarze pragnęli narzucić swój styl gry i wykorzystać najmocniejsze strony, czyli zabójczą intensywność. Na czym skupili się gracze Ralpha Hasenhüttla? Przede wszystkim na wyłączeniu z gry środkowych pomocników City. Szczególną uwagę przywiązali jednak do Rodriego. Hiszpan w Manchesterze City rozpoczyna wiele akcji swojej drużyny. Dlatego od samego początku, gdy tylko były gracz Atletico Madryt dostawał piłkę, zawodnicy „Świętych” doskakiwali do niego. To działało, bo w ten sposób dwa razy udało się przechwycić futbolówkę.
A jak Pep Guardiola podszedł do sobotniej konfrontacji w obronie? Przede wszystkim skupił się na odcięciu dwójki środkowych pomocników Southampton, którzy od początku sezonu spisują się znakomicie. Hiszpan chciał wyłączyć z gry Jamesa Warda-Prowsa, który w głównej mierze odpowiada za rozprowadzanie piłki w boczne sektory boiska. Zarówno Anglik, jak i Oriol Romeu zostali jednak zneutralizowani przez dwóch zawodników City. W pierwszej połowie za sprawą duetu Kevin De Bruyne–Ferran Torres, a w drugiej Kevin De Bruyne–Bernanrdo Silva. Wymienieni zawodnicy byli ustawieni jako dwójka napastników i dzięki małym odległościom miedzy nimi piłka swobodnie nie mogła trafiać do rozgrywających gospodarzy.
















