Jeszcze parę lat temu tułali się z różnym powodzeniem w klasach okręgowych, jeżdżąc po rozmaitych miasteczkach i wsiach, do mniej lub bardziej wymagających przeciwników. Dzisiaj ich plan podróży zupełnie inny, a być może za kilka lub kilkanaście miesięcy dokonają czegoś, co mieliśmy okazję już obserwować za sprawą Amiki Wronki.
7 czerwca 2008 roku. Lato zbliżało się wielkimi krokami i to nie tylko w kalendarzu. Za oknami panowała iście sielankowa pogoda, która bardziej kojarzyła się z grillem niż z graniem w piłkę. Wiele zespołów w Polsce znajdowało się w środku zasłużonego wypoczynku, a niektóre powoli zaczynały przygotowania do nowego sezonu. Były w tym dniu jednak takie ligi i drużyny, które o wypoczynku mogły jedynie pomarzyć, rozgrywały bowiem spotkania w starym sezonie.
Przenieśmy się na północ Polski, do Chojnic. Tam odbywała się ostatnia seria gier klasy okręgowej w grupie Gdańsk II. Pewna już awansu do IV ligi pomorskiej Chojniczanka podejmowała na własnym obiekcie Borowiak Czersk. Piłkarzom obu ekip przyszło się zmagać nie tylko z przeciwnikiem, ale również z przeciwnościami natury. Wysoka temperatura, duszne powietrze oraz prażące słońce powodowały, że boisko zamieniło się w piekło. Wielu kibiców, licznie zgromadzonych na stadionie miejskim w Chojnicach, spodziewało się nudnego i nostalgicznego spotkania. Zawodnicy szybko wyprowadzili kibiców z błędu i zafundowali im festiwal wspaniałej gry oraz wielu bramek. W ostatnim meczu Chojniczanka wygrała 5:2 i z przytupem przywitała się z nową klasą rozgrywkową.

Kolejne lata to wspinanie się w krajowej hierarchii z ogromnym powodzeniem. W ciągu następnych dwóch lat Chojniczanka zawitała do II ligi, lecz tam zacumowała na dłużej. W pierwszych sezonach dwukrotnie zajęła miejsce w środku stawki, nie odstając poziomem od najlepszych zespołów. Dopiero w swoim trzecim roku na zapleczu zaplecza ekstraklasy pokazała swoją wielkość, zajmując drugie miejsce i wyprzedzając swoich odwiecznych rywali z Bytowa. Ta pozycja dała jej największy sukces w historii tego klubu, czyli awans do I ligi.
Prezes w kitlu
Cała ta, piękna skądinąd, historia klubu rozpoczęła się pisać w momencie, kiedy na stanowisku prezesa klubu zasiadł Maciej Polasik. Gdy wpiszecie sobie jego nazwisko w Google’a, na pierwszych miejscach wyskoczy Wam wizytówka: „Doktor Maciej Polasik – szpital w Chojnicach”. Dziwny zbieg okoliczności? Przypadkowa zbieżność osób i nazwisk? Nic z tych rzeczy. Pan doktor, który jest nadal aktywny w zawodzie, już od ośmiu lat zasiada na głównym stanowisku w Chojnicach. Jego niewątpliwą zaletą jest twarde stąpanie po ziemi. Nie wybiega nigdy za daleko w przyszłość i skupia się jedynie na najbliższym czasie. Priorytetem dla niego jest zawsze utrzymanie się w lidze, niezależnie od tego, czy jest to IV liga, czy obecna I. Jest to dowód na to, że zespół nie zrobił kroku w tył, a ciągle notuje widoczny progres.













