Termalica Bruk-Bet Nieciecza zremisowała na własnym boisku 2:2 z Wartą Poznań. Było to bardzo ciekawe spotkanie, które toczyło się w szybkim tempie. Goście zdołali doprowadzić do remisu, mimo że w pewnym momencie przegrywali już dwiema bramkami.
Od początku spotkania obie drużyny narzuciły dość szybkie tempo. Akcja przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Wszystko to zwiastowało nam niesamowite emocje, ale przede wszystkim to, co w futbolu najważniejsze, a więc bramki.

Z minuty na minutę coraz bardziej aktywni byli zawodnicy Termaliki, którzy zdają sobie sprawę, że teraz każde kolejne spotkanie jest ich małych finałem Ligi Mistrzów. Zespół z Niecieczy walczy bowiem o awans i trudno sobie wyobrazić, by w takiej sytuacji nie był w stanie ograć u siebie zespołu ze środka tabeli, jakim jest Warta. Strzałów w pierwszej połowie próbowali Rybski oraz bardzo aktywny Pawlusiński, ale za każdym razem piłka przelatywała obok bramki lub dobrymi interwencjami popisywał się Słowik.
Na początku drugiej połowy gospodarze zrobili to, co nie udało im się w pierwszej części gry. Po bardzo ładnej zespołowej akcji Kowalski wszedł z piłką w pole karne, gdzie dostrzegł lepiej ustawionego Rybskiego. Zagrał mu piłkę, a napastnik zespołu z Niecieczy dopełnił formalności, pakując futbolówkę do bramki.
Zdobyty gol uskrzydlił podopiecznych Dusana Radolsky’ego, którzy od tego momentu ruszyli do bardziej zdecydowanego ataku, zamykając Wartę na jej połowie. Po jednym z kontrataków Pawlusiński uderzył minimalnie obok bramki. Chwilę później po dośrodkowaniu Szałęgi z rzutu rożnego główkował Jarecki, ale jego strzał był niecelny.
Podwyższenie wyniku miało miejsce w 63. minucie. Piłkę w pole karne zagrał Szałęga. Po sporym zamieszaniu wyleciała ona przed pole karne. Los chciał, że stał tam Pawlusiński, który ładnym strzałem pokonał Słowika.
Wydawało się, że po takim ciosie goście się nie otrząsną. Warta postanowiła jednak zaatakować. Dość szybko przyniosło to efekt, ponieważ już w 68. minucie bramkę kontaktową zdobył Grzeszczyk.
W 76. minucie było blisko wyrównania. Z około pięciu metrów strzelał głową Bartczak, ale Sebastian Nowak wykazał się niebywałym refleksem i zdołał uchronić swój zespół przed utratą bramki.












