Massimiliano Allegri, obejmując stery Juventusu Turyn po wybitnym szkoleniowcu Antonio Conte, musiał rozwiązać jeden z największych problemów „Starej Damy” – czy pozostać przy formacji 3-5-2, która przyniosła trzy mistrzostwa kraju z rzędu ale całkowicie nie sprawdza się na europejskich boiskach?
Jedną z podstawowych przyczyn odejścia Antonio Conte był brak transferów umożliwiających wprowadzenie nowych rozwiązań taktycznych. Nie od dzisiaj wiadomo, że obecny selekcjoner reprezentacji Włoch chciał zbudować zespół, który będzie budził respekt nie tylko na Półwyspie Apenińskim, ale również w całej Europie. Poprzednie okienko transferowe miało mieć kluczowe znaczenie. Głównym celem Conte był Alexis Sanchez. Szkoleniowiec uważał, że Chilijczyk idealnie pasuje do formacji 4-3-3. Niestety zawodnik podpisał kontrakt z Arsenalem Londyn. Juan Iturbe to kolejny piłkarz, którego były trener Juve chciał sprowadzić do Turynu. Gdy wydawało się, że transfer jest już tylko kwestą czasu, utalentowanego Argentyńczyka przejęła AS Roma. Ze „Starą Damą” łączeni byli również Juan Cuadrado a także Alessio Cerci. Kolumbijczyk pozostał we Florencji, a Cerci strzelił wczoraj swoją pierwszą bramkę dla Atletico Madryt w Lidze Mistrzów. Brak wzmocnień, a także sprowadzenie przez zarząd Bianconerich zawodników, którzy nie pasowali do planowanej rewolucji taktycznej spowodowały, że latem Conte pożegnał się z Turynem.
Skąd ta potrzeba zmiany ustawienia które tak perfekcyjnie funkcjonowało na włoskiej ziemi? Po pierwsze, trenerzy drużyn przeciwnych na wylot przestudiowali już styl gry Juventusu (na ustawienie 3-5-2 skuteczna jest gra skrzydłowymi, którzy „rozrywają” trzyosobowy blok obronny). „Stara Dama”, szczególnie w poprzednim sezonie, dalej pewnie wygrywała w lidze (najwyższa zdobycz punktowa w historii), jednakże spotkań rozegranych z ich udziałem nie można było określać mianem wielkich widowisk sportowych. Często było widać, że Juventus męczy się rozgrywając piłkę. Dużo do życzenia pozostawiało także tempo rozgrywania piłki. Po drugie, jak wspomniałem wyżej, mistrzowie Włoch spisywali się w Lidze Mistrzów poniżej i tak niezbyt wygórowanych oczekiwań.
Niejeden trener zaraz po przejęciu zespołu decyduje się na sprowadzenie wielu nowych – czytaj „swoich” – zawodników. Przyczyny są różne: od potrzeby dobrania odpowiednich piłkarzy do własnej filozofii gry po chęć zaznaczenia w ten sposób swojej obecności w klubie. Sytuacja Allegriego wyglądała inaczej – otrzymał zespół silny swoją stabilnością. W klubie pozostały największe gwiazdy (Vidal, Pogba). Sprowadzono także kilku młodych, dobrze rokujących graczy (Morata, Coman).
Max Allegri już na początku swojej przygody z „Juve” próbował całkowicie zrezygnować ze starego ustawienia, wprowadzając czwartego obrońcę. Powyższy projekt został odłożony na półkę już po pierwszych, niezbyt udanych eksperymentach (przedsezonowe mecze towarzyskie oraz Trofeo TIM). Trzeba przyznać, że Allegri nie jest taktycznym fundamentalistą i, napotykając w pierwszej części sezonu na problemy związane ze skutecznością nowej taktyki, na nowo wprowadził sprawdzone 3-5-2, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem drużyny.











