Lider holenderskiej Eredivisie, Alkmaar, po świetnym spotkaniu pokonał 2:1 Valencię w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Europy. Niesieni dopingiem gracze AZ oparli się lepszej technicznie drużynie i sercem do gry udowodnili, że sprawa awansu jest cały czas otwarta.
Pierwszy pojedynek w Lidze Europy pomiędzy AZ Alkmaar i Valencią rozpoczął się od ataków gospodarzy. Ich dynamiczny początek zaskoczył nieco zawodników hiszpańskiego klubu i przez to mogli szybko stracić bramkę, jednak później goście doszli już zdecydowanie do głosu. Najpierw, po błędzie obrońcy Klavana i minięciu bramkarza, do pustej bramki nie trafił Roberto Soldado. Reprezentacyjny napastnik dosłownie chwilę potem mógł ponownie zdobyć gola, lecz tym razem jego strzał na rzut rożny odbił golkiper AZ. Valencia nie dawała za wygraną. W końcu bramka na wyjeździe dawała jej bardziej komfortową pozycję przed rewanżem. Stąd też kolejne ataki. Po jednym z nich, świetnie rozegranej zespołowej akcji, strzał oddał Jordi Alba. Tym razem Estebana Alvarado uprzedził jednak Klavan, częściowo rehabilitując się za poprzednie pomyłki.
Trzecia drużyna Premiera Division wyglądała znacznie lepiej od gospodarzy pod względem szybkościowym. Raz po raz skrzydłami urywali się Mathieu Alba i Feghouli. To właśnie gra tych piłkarzy była jednym z największych atutów gości. Po akcji ostatniego z nich w 23. minucie znakomitą sytuację do oddania strzału miał Tino Costa, jednak ku uciesze miejscowych kibiców z blokiem zdążyli obrońcy. Holenderscy fani nie mogli być zadowoleni, że ich zespół został tak zepchnięty pod własne pole karne, dlatego kiedy tylko ich pupilom udało się wyjść spod agresywnego pressingu Valencii i wywalczyć chociażby rzut rożny, brawa były przeogromne. Nawet zwykły odbiór piłki czy też przerwanie akcji rywali zasługiwało na burzę oklasków. Tak okazałe wsparcie widzów sprawiło, że Alkmaar także ruszył do przodu. Zaczął grać pewniej, agresywniej i zdecydowanie szybciej. Nie przełożyło się to na liczne okazje bramkowe, jedynie na zamieszanie, ale tylko w ten sposób klub z Eredivisie mógł zaskoczyć gości.
Budżety obu drużyn różnią się kolosalnie, stąd też zupełnie inne ich wyszkolenie techniczne. Było to bardzo widoczne, lecz ambicji gospodarzom nie można było odmówić. Próbowali oni w jakikolwiek sposób znaleźć w polu karnym Josmera Altidora. Amerykanin był co prawda doskonale kryty przez obrońców, których uczulił na skutecznego napastnika trener Emery. Szybkość i zadziorność popularnego Jozy’ego sprawiała, że jego pojedynki z defensorami Valencii były ozdobą pierwszej połowy. Piłkarz pochodzący zza oceanu gola do przerwy nie zdobył, ponieważ jego ekipa ponownie została zamknięta we własnym polu karnym. Najlepszą okazję do strzelenia gola miał w 40. minucie Tino Costa. Jego atomowy strzał z rzutu wolnego obronił jednak golkiper gospodarzy. I kiedy wydawało się, że ekipy zejdą do szatni z bezbramkowym remisem, Alkmaar wywalczył rzut rożny. Po świetnym dośrodkowaniu i błędzie obrony skupionej na Altidorze gola zdobył Brett Holman. Były gracz Aston Villi idealnie przymierzył w okienko bramki Diego Alvesa, wprowadzając w euforię miejscowych kibiców.










