Dżibuti jest jednym z najmniejszych krajów Afryki, ale jego pozycja w geopolitycznej układance jest absolutnie kluczowa. Swoje bazy wojskowe już mają tam chociażby Chiny, Stany Zjednoczone i Japonia. Dzięki uzyskiwanym wpływom pieniężnym rozwój jest widoczny gołym okiem. To malutkie państwo chce również zacząć coś znaczyć na arenie sportowej, a największe do tego ambicje ma Arta/Solar7 kontraktująca podstarzałe gwiazdy światowego formatu. I to bez krzty przesady.
Peryferia futbolu
W celu przedstawienia sytuacji piłkarskiej w kraju na start wspomnimy o kilku druzgocąco przykrych statystykach. Reprezentacja Dżibuti nigdy nie awansowała na Puchar Narodów Afryki. Aktualnie znajduje się na 192. miejscu w rankingu FIFA na 210 sklasyfikowanych drużyn. Daje to trzecią lokatę od końca w kontekście samego Czarnego Lądu – gorsze są jedynie Seszele i Somalia. A jest to tylko składowa bezsilności dżibutyjskiego futbolu.
Przed tym sezonem jakikolwiek klub z Dżibuti nigdy nie wygrał dwumeczu w kwalifikacjach kontynentalnych Pucharów. Zarówno Ligi Mistrzów, jak i Pucharu Konfederacji Afryki. Brzmi dramatycznie, aczkolwiek tak wygląda sytuacja kraju. Kraju, o którym do tej pory można było powiedzieć, że jest jedynie „zainteresowany” piłką, do miłości brakowało sporo. Potencjał do zmian i jednocześnie pole do biznesu wypatrzył francusko-iworyjski inwestor – Tommy Tayoro Nyckoss.

Prezes Solar7 – firmy zajmującej się wytwarzaniem energii elektrycznej z promieniowania słonecznego – zawsze miał tak zwany łeb do interesów. Pieniądze potrafił wywęszyć w każdym miejscu i w każdej sytuacji. Nigdy nie zamykał się tylko i wyłącznie na branżę źródeł odnawialnych, zawsze jednocześnie budował plany biznesowe w innych sferach życia. Z tego powodu, przeprowadzając się do Dżibuti, wypatrzył, że zdominowanie tamtejszej piłki nie powinno być specjalnie trudnym zadaniem. A niewykorzystany rynek aż prosił, by w niego wejść.
Wybór padł na utytułowany zespół, któremu w ostatnich latach wiodło się bardzo słabo – AS Compagnie Djibouti-Ethiopie (Stowarzyszenie dżibutyjsko-etiopskie). Czterokrotny mistrz kraju z lat 1988-2007 w swoich ostatnich kampaniach walczył o utrzymanie. Charakterystyczna nazwa pochodziła od sponsora, którym były koleje dżibutyjsko-etiopskie, pozwalały one na jedyną szynową podróż między tymi krajami. Po tym klub jeszcze na chwilę przyodział nazwę Arta/SIHD. Pochodziła ona od innego, nowego sponsora – Międzynarodowego Stowarzyszenia Węglowodorowego. Nie da się ukryć, że kibice klubu na monotonię i małą oryginalność nazewnictwa nie mogli narzekać.
Transformacja energetyczno-sportowa
Przedsiębiorstwo należące do Pana Tayoro jest potentatem w produkcji energii elektrycznej na kontynencie. Nawet w takich miejscach jak Afryka, gdzie dostęp do elektryczności nie jest oczywistością, próbuje się ją wytworzyć z odnawialnych źródeł energii. Oczywiście jest tam inny klimat, a przez to warunki atmosferyczne, aczkolwiek umiejętne wykorzystywanie ich pozwala na rozwój całego sektora. I nie tylko jego, bo sukces Solar7 bezpośrednio przekłada się na piłkę w całym Dżibuti.












