Sezon 2014/2015 w najlepszych ligach Europy zakończył się już jakiś czas temu, ale na horyzoncie widać kolejną edycję, co dla piłkarzy oznacza jedno – czas pomyśleć o swojej przyszłości. Jedni wybierają uznane marki, jak choćby Manchester United (Memphis Depay), drudzy wolą emeryturę w Katarze (Xavi), inni zaś, a ściślej mówiąc Andre-Pierre Gignac, zaskakują wyborem mało popularnego miejsca pracy.
Bo trzeba powiedzieć z ręką na sercu, że przeciętnemu kibicowi piłki nożnej liga meksykańska jest mocno obojętna. Bez wątpienia nie brakuje tam utalentowanych piłkarzy, ale tylko garstka z nich trafia później do silnych klubów Starego Kontynentu. Takim sukcesem może pochwalić się występujący ostatnio w Hellasie Verona Rafael Marquez. Nie chodzi tutaj o gloryfikowanie wieloletniego kapitana reprezentacji Meksyku ze względu na grę w przeciętnym (13. lokata w Serie A 2014/2015) włoskim zespole, lecz przypomnienie jego dawnych osiągnięć. W latach 2003-2010 wychowanek Club Atlas jako obrońca FC Barcelona zdobył m.in. cztery mistrzostwa Hiszpanii, dwa Puchary Europy oraz klubowe mistrzostwo świata. Próżno szukać innego futbolisty – rodaka „Rafy” – który po opuszczeniu ojczyzny mógłby pochwalić się takimi osiągnięciami.
Pięć lat (nie)tłustych w OM
Z powodu braku naprawdę dobrych piłkarzy i średniego poziomu rozgrywek Liga MX nie cieszy się wśród Europejczyków dużym zainteresowaniem. Tym bardziej dziwi nas decyzja Gignaca o przejściu do drużyny Tigres UANL. Team ten nie jest jakimś gwiazdozbiorem, a jego ostatni wielki sukces – mistrzostwo kraju – datuje się na rok 2011. Od tamtego czasu popularne „Tygrysy” pozostają schowane w cieniu innych, m.in. Club Leon, Club America czy Santos Laguna, które w kolejnych latach mogły cieszyć się z wywalczenia tytułu najlepszego zespołu Meksyku. Z kolei sam Andre wciąż jest piłkarzem mogącym myśleć o występach w poważnym klubie z Francji, Niemiec czy nawet Anglii. 29-latek przez ostatnie pięć lat reprezentował barwy Olympique Marsylia, zdobywając dla niego 77 bramek w 188 meczach. W tym czasie mógł cieszyć się wraz z „Les Phoceens” ze zdobycia (dwa razy) Pucharu Ligi Francuskiej, ale na tym lista wyróżnień Gignaca się kończy.
Ten, kto bacznie obserwował karierę urodzonego 5 grudnia 1985 r. w Martigues napastnika, na pewno wiele razy odniósł wrażenie, że nie osiągnął on tyle, ile mógł. W Ligue 1 zadebiutował 11 lat temu, będąc graczem FC Lorient. Później reprezentował jeszcze Tuluzę, a następnie zakotwiczył w Marsylii. Najbliżej mistrzostwa Francji był w sezonie 2010/2011 oraz 2012/2013. W pierwszym z tych przypadków klub z południa kraju dał się wyprzedzić o osiem punktów OSC Lille, dwa lata później nie było zaś mocnych na świeżo budowaną potęgę Paris-Saint Germain. Jeśli zaś chodzi o ubiegłe rozgrywki ligowe, marsylczycy dowodzeni przez Marcelo Bielsę długo utrzymywali się na szczycie, wykorzystując nierówną formę paryżan oraz problemy AS Monaco i Olympique Lyon. Nasz bohater dominował także wśród najskuteczniejszych strzelców Ligue 1, ale pod koniec lutego sytuacja dziewięciokrotnych mistrzów kraju mocno się skomplikowała.










