Co ma była gwiazda PSV do ligi polskiej? Wbrew pozorom całkiem sporo.
Styczniowe okienko transferowe w pełni. W polskiej lidze jest ciekawie, ale bardziej za sprawą piłkarzy sprzedawanych za granicę niż transferów do polskich klubów. Ale i na krajowym podwórku można dostrzec pozytywne zawirowania na rynku transferowym.

Na przykład Lech Poznań zakontraktował piłkarza Lechii Gdańsk, Huberta Wołąkiewicza. Umowa będzie obowiązywała od lipca bieżącego roku. Co ciekawe, Wołąkiewicz był jednym z piłkarzy odrzuconych przez Franciszka Smudę przy selekcji zawodników po fuzji „Kolejorza” z Amiką. Teraz, już jako reprezentant Polski i jeden z lepszych bocznych obrońców w lidze, ponownie trafi do Poznania. Pytanie tylko, czy po półrocznym rozbracie z piłką nadal będzie tak dobrym piłkarzem?
Przerwa będzie przymusowa, narzucona przez klub z Gdańska, który musi myśleć przyszłościowo. W ramach takiego myślenia obrońca miałby przez pół roku grać w Młodej Ekstraklasie. Nic to, że w klubie z Gdańska, reprezentant Polski rozegrał 67 spotkań i zdobył pięć bramek. Podpisał kontrakt z innym klubem? No to u nas już nie zagra.
Niestety, to nie jest odosobniony przykład na naszym podwórku. W podobnej sytuacji, tylko w ostatnim czasie, znajdowali się Rafał Grzyb i Dawid Nowak.
I tu dochodzimy do sprawy Afellaya. Otóż, były już piłkarz PSV przed sezonem ogłosił wszem i wobec, że nie zamierza przedłużyć swojego kontraktu z klubem. Umowa, którą związany był z PSV, miała obowiązywać jeszcze rok. Co zrobili włodarze wielokrotnego mistrza Holandii? Zesłali swojego piłkarza do rezerw? Nie. Pozwolili mu grać. Widocznie doszli do wniosku, że PSV z Afellayem będzie mocniejsze niż bez niego, że być może Afellay przez pozostały czas, jaki spędzi w klubie z Eindhoven, będzie w stanie dać tej drużynie parę punktów, które w końcowym rozrachunku mogą zapewnić mistrzostwo Holandii. Jednym słowem, działacze PSV też myśleli przyszłościowo, ale na swój sposób.
Defensywa Lechii w tym sezonie bez Wołąkiewicza prezentowałaby się słabiej. To pewne. Po co więc na własne życzenie osłabiać swój zespół? Nie lepiej zająć piąte miejsce zamiast, na przykład, siódmego? To też dodatkowe fundusze dla klubu. Lechia na zesłaniu zawodnika do ME straci podwójnie. Po pierwsze osłabi zespół, po drugie należności kontraktowe zawodnika i tak trzeba będzie opłacić, a korzyści z tego nie będzie żadnej.
Ot, polskie przyszłościowe myślenie.











