Powołania zagraniczne Adama Nawałki wywołały spore poruszenie. Nasz selekcjoner zaprosił do kadry dwóch debiutantów – Pawła Jaroszyńskiego oraz Bartosza Białkowskiego. Ale to nie oni dwaj wywołali największy szum. Mimo wielkiej nagonki Adrian Mierzejewski został bez powołania. Zawodnik Sydney FC zalicza świetny sezon w Australii, ale nie dostąpi zaszczytu pojawienie się w kadrze i… nie dziwi mnie to.
Duży hype na Adriana Mierzejewskiego zaczął się za sprawą Mateusza Borka, który słusznie zauważył wysoką formą naszego rodaka w lidze australijskiej. Zastanawiam się, jak by wyglądała sprawa zawodnika Sydney FC, gdyby dziennikarz Polsatu nie poruszył tematu sprawdzenia go w kadrze. Prawdopodobnie nikt bardzo by się tym nie przejmował. Brak powołania byłby czymś normalnym. Ale zanim zaczniemy skreślać 31-latka, przedstawimy argumenty za wysłaniem mu listu z nominacją do reprezentacji Polski.
Azja nie oznacza końca kariery
W pierwszym wydaniu „Ekstra Tajm” na antenie Zapinamypasy.pl Michał Żewłakow odniósł się do tematu Adriana Mierzejewskiego w kadrze Polski. – Nie wyobrażam sobie, żeby patrzeć na 32-letniego piłkarza, który gra w lidze australijskiej, i nawet argument tego, że zostaje piłkarzem miesiąca mnie nie przekonuje. (…) Adrian, wyjeżdżając do krajów arabskich 3-4 lata temu, obrał sobie pewien rodzaj swojej kariery i kierunek na to, gdzie zwyciężyły zdecydowanie pieniądze, a nie sukcesy piłkarskie. Nie można w pełni zgodzić się z słowami byłego reprezentanta Polski.
Nie wyobrażam sobie, żeby patrzeć na 32-letniego piłkarza, który gra w lidze australijskiej, i nawet argument tego, że zostaje piłkarzem miesiąca mnie nie przekonuje. (…) Adrian, wyjeżdżając do krajów arabskich 3-4 lata temu, obrał sobie pewien rodzaj swojej kariery i kierunek na to, gdzie zwyciężyły zdecydowanie pieniądze, a nie sukcesy piłkarskie. Michał Żewłakow w „Ekstra Tajm”
Wydaje się, że były kapitan kadry zapomniał o pewnej osobie, z którą grał w wielu meczach reprezentacyjnych. Mam na myśli Jacka Bąka, który długo grał w naszej kadrze i często był kluczową postacią linii defensywy. Nawet w momencie, kiedy grał w Katarze. Nikomu nie przeszkadzało, że „Komar” poleciał nad Zatokę Perską sobie dorobić. A kto pamięta mecze Polski z okresu jego gry w kadrze, może potwierdzić, że nie stracił nic na umiejętnościach mimo gry w słabej lidze.
Z pewnością Adrian Mierzejewski, przechodząc do Al-Nasr z Trabzonsporu, mógł liczyć na wyższy kontrakt i niezłe pieniądze. Ale Polak w Arabii Saudyjskiej wcale nie skupił się tylko na liczeniu kasy. Już w pierwszym sezonie sięgnął po mistrzostwo kraju, a także pokazał się z dobrej strony w azjatyckiej Lidze Mistrzów. W kolejnym sezonie Al-Nasr zanotowało gorsze wyniki, ale za to Mierzejewski cały czas grał swoje. 13 bramek i siedem asyst sprawiło, że nikt nie miał pretensji do Adriana (nazwisko Arabowie pomijali z jasnych powodów). Jego następnym przystankiem był Al-Sharjah ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Liczbowo był to jego najsłabszy okres w Azji. Mimo to władze arabskiego klubu były z niego zadowolone.












