Emmanuel Adebayor poprosił swój obecny klub, Real Madryt, aby pozwolił mu nie wyjeżdżać na towarzyski mecz „Los Blancos”, który zaplanowany jest na najbliższą środę w stolicy Angoli, Luandzie. To właśnie ten kraj był miejscem napaści bandytów na autokar reprezentacji Togo, w wyniku którego zginęły trzy osoby.
Togijczyk prawdopodobnie nie poleci w przyszłą środę do stolicy Angoli na towarzyskie spotkanie, które ma tam rozegrać Real Madryt. Rywal podopiecznych Jose Mourinho nie jest jeszcze znany, ale wszystko wskazuje, że będzie to reprezentacja Angoli. Kraj ten jest na ostatnim miejscu pod względem jakości życia.
Napastnik nie chce przypominać sobie wydarzeń z niedalekiej przeszłości, czyli nieszczęścia, które wydarzyło się tam na początku 2010 roku podczas Pucharu Narodów Afryki. Adebayor podróżował wtedy autokarem razem z kadrą do Angoli, gdzie za kilka dni miał zostać rozegrany turniej. Na autokar napadli jednak angolscy bandyci. Zginął wtedy kierowca pojazdu, rzecznik prasowy reprezentacji i drugi trener, Amelete Abalo, a kilku zawodników zostało rannych. Kilka dni później Togo wycofało się z rywalizacji, za co afrykańska federacja zawiesiła tę reprezentację.
Jak mówił w wywiadzie dla hiszpańskiej prasy, Adebayor wciąż nie może zapomnieć tamtych wydarzeń. – Kiedy rozpoczął się atak, słuchałem muzyki ze słuchawek, ale niemal natychmiast zostałem rzucony na podłogę. Spędziliśmy kilka minut w centrum strzałów i krzyków. To był horror. Widziałem dużo krwi w autobusie.
Głównie z powodu togijskiego napastnika, Real zdecydował się wysłać do Luandy swojego przedstawiciela, Cristoffera Laurensa Komena, który w poniedziałek dotarł do stolicy Angoli i zbada, czy stadion, na którym odbędzie się mecz, jest bezpieczny. Na tym samym obiekcie, liczącym 50 000 miejsc, odbyła się inauguracja ubiegłorocznego PNA. Laursen zbada także hotel, w którym zostaną zakwaterowani „Los Merengues”.










