Niegdyś polska nadzieja i etatowy reprezentant Polski. Dzisiaj piłkarz nieco zapomniany. Adam Matuszczyk, bo o nim mowa, niedawno przypomniał się polskim kibicom przy okazji prawdopodobnego transferu do Śląska Wrocław. Mimo że ostatnie lata wciąż młodego pomocnika to czas, o którym sam zainteresowany chciałby zapewne zapomnieć, ten ruch nowego klubu Jana Urbana nie pozwala przejść obok obojętnie. Czy z urodzonego w Gliwicach piłkarza może wyrosnąć gwiazda ekstraklasy?
Adam Matuszczyk dla wielu polskich kibiców pozostawał do pewnego momentu postacią nieznaną. No, może baczni obserwatorzy niemieckich boisk byli świadomi, że za naszą zachodnią granicą uczy się gry w piłkę i rozwija młodzian, który bardzo dobrze rokuje. Szerszej publiczności wychowanek FC Koeln dał się poznać za kadencji Franciszka Smudy, który był gorącym entuzjastą talentu Matuszczyka. Głównie dzięki „Franzowi” obecnie 27-letni pomocnik zdołał rozegrać w koszulce z orzełkiem na piersi dwadzieścia spotkań. Teraz o byłym piłkarzu „Kozłów” pamięta niewielu, ale zmienić ma to zimowy transfer tego zawodnika.
Wychowany na niemieckim gruncie
Adam Matuszczyk urodził się 14 lutego 1989 roku w Gliwicach, jednak już jako dziewięcioletni chłopak wyjechał wraz z rodziną do Niemiec i to właśnie za naszą zachodnią granicą poznał futbol i rozpoczął rozwój w tej dyscyplinie. Jego pierwszym przystankiem w piłkarskiej karierze była grupa młodzieżowa SpvGG Merzig – klubu z miejscowości, w której mieszkał wraz z rodziną. Następnie przeprowadził się na trzy lata do szkółki VfB Dillingen, by w końcu zakotwiczyć w Kolonii. To właśnie tam młokos z polskim pochodzeniem nauczył się najwięcej i właśnie tam spędził zdecydowaną większość swojego zawodowego życia.
W niemieckiej elicie często znajdował się ktoś lepszy od polskiego pomocnika, co nie przeszkodziło mu jednak, by w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech wybiec na boisko aż 52 razy.
W Niemczech był uważany za spory talent, a dowodem tego może być fakt, że już po roku swojej obecności w szkółce FC Koeln, został on przesunięty do zespołu U-17. Miał wówczas zaledwie 14 lat. Właściwie Adam Matuszczyk z powodzeniem przechodził przez wszystkie etapy rozwoju, aż w końcu zawitał do dorosłej drużyny „Kozłów”, w której rozegrał łącznie 113 meczów okraszonych sześcioma bramkami i trzema ostatnimi podaniami. Czas spędzony w Kolonii przypominał w zasadzie sinusoidę, ponieważ bywało, że Matuszczyk był pierwszym wyborem trenera, by po pół roku dostawać szansę tylko w zespole rezerw. Spoglądając jednak na statystyki 27-latka, można dojść do pewnego wniosku – szczególnie przydatny w FC Koeln był w czasie gry tego klubu w 2. Bundeslidze. W niemieckiej elicie często znajdował się ktoś lepszy od polskiego pomocnika, co nie przeszkodziło mu jednak, by w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech wybiec na boisko aż 52 razy.
Po dłuższym okresie bez szans na regularne występy w ekipie z Kolonii, Adam Matuszczyk postanowił zmienić otoczenie i przeszło rok temu przeszedł do Eintrachtu Brunszwik. Już po kilku miesiącach wydawało się, że to był doskonały ruch ze strony posiadającego podwójne obywatelstwo pomocnika. Był pierwszym wyborem trenera na swojej pozycji, grał regularnie i wydawało się, kwestią czasu był jego powrót do najlepszej dyspozycji w karierze oraz ponowny atak boisk Bundesligi. Niestety, w obecnym sezonie Matuszczyk wyraźnie spadł w klubowej hierarchii i nie widać go było nawet w kadrze meczowej pierwszej drużyny z Brunszwiku. Dość wspomnieć, że przez całą jesień defensywny pomocnik rozegrał jedno spotkanie… w rezerwach Eintrachtu.











