Przyzwyczailiśmy się już do myśli, że trzecią siłą La Liga jest Valencia. To całkiem prawdopodobne, ale nie tak pewne, jak jeszcze rok temu. Niewykluczone, że nadchodzi czas Athleticu.
Baskowie z Bilbao zaczęli sezon bardzo niemrawo – sporo remisów, sporo porażek i przedostatnie miejsce w tabeli po pięciu kolejkach. Co bardziej niecierpliwi zaczęli już wieszczyć koniec Marcelo Bielsy, słusznie zresztą dostrzegając głupotę niektórych jego działań. Na szczęście Josu Urrutia nie okazał się człowiekiem podatnym na opinie nadgorliwych doradców. Argentyńczyk posadę zatrzymał, a Athletic zaczął wreszcie grać tak, jak przystało na drużynę tej klasy.
Zaczęło się od remisu z Villarrealem. No tak, Villarreal to obecnie żaden heros, ale lepszy podział punktów z upadłym gigantem niż ze słabeuszem. San Mames doceniło wynik, dostrzegając poprawę stylu gry. Tydzień później owa poprawa była już oczywista, a „Lwy” w niezwykle prestiżowym spotkaniu pokonały Real Sociedad San Sebastian. Następnie gładko wygrali z Osasuną i zremisowali z Valencią na Mestalla, tracąc gola w ostatniej minucie meczu. Ową niemiłą stratę punktów Baskowie wynagrodzili kibicom, rozbijając Atletico 3:0. Potem był nieco przypadkowy remis z zawsze groźnym na El Molinon Sportingiem Gijon. Dwa tygodnie temu mogliśmy posłuchać Hymnu na wodzie, a w niedzielę obserwowaliśmy, jak Athletic rozpracowuje bezradną Sevillę.
„Los Leones” mają już za sobą mecze z Barceloną, Valencią, Sevillą i Atletico. Żadnego z nich nie przegrali, dwa wygrali i dwa zremisowali, tracąc bramki dosłownie w ostatnich minutach meczu. Przy tak trudnym terminarzu Baskowie wspięli się o dwanaście pozycji w górę tabeli. Teraz będą mieli okazję do odpoczynku, bo mecze z Granadą, Mallorcą i Racingiem powinny być bardzo łatwe.
Piłkarze mówią o tym, że ich celem jest Liga Europy. To samo mówi Bielsa. Szóste miejsce w tabeli jest na wyciągnięcie ręki, ale Athletic powinien sięgać dalej, po Ligę Mistrzów. Po podium La Liga. To realne. Skład drużyny z San Mames jest kompletny, tak samo mocny na każdej pozycji. Baskowie, chyba jako jedyna drużyna Primera Division, potrafią grać futbol totalny, gdzie napastnik jest obrońcą, obrońca pomocnikiem, a skrzydłowy rozgrywającym. Oscar de Marcos może występować na pozycji lewego obrońcy, skrzydłowego, rozgrywającego, defensywnego pomocnika i napastnika. Javi Martinez – na stoperze, pivocie, centropuncie i mediapuncie. Gabilondo – wszędzie, jak na razie tylko poza bramką. W Bilbao gra trzech reprezentantów Hiszpanii, gra Muniain – to, że chłopak zrobi wielką karierę, jest tak oczywiste, jak oczywiste jest, że jutro będzie czwartek – gra cała zgraja nieprzyzwoicie utalentowanych zawodników na czele z niedawnym debiutantem, Jonasem Ramalho, który ma 18 lat, a spokoju i opanowania mogłoby mu pozazdrościć wielu 30-latków.
Ci piłkarze pod wodzą szalonego Bielsy grają futbol unikatowy. Argentyńczyk znalazł złoty środek, dzięki któremu ciężar gry jest rozłożony równo. Nie opiera się na skrzydłowym Muniainie, rozgrywającym Herrerze ani napastniku Llorente. Nie sposób powiedzieć, kto jest filarem, wszystko jest wyważone. Długie piłki Martineza, dryblingi Susaety i rajdy Iraoli tworzą obraz drużyny kompletnej.










