Zarówno dla Jagiellonii, jak i dla Zagłębia poniedziałkowy pojedynek jawił się jako niezwykle istotny. Przed podopiecznymi Ireneusza Mamrota pojawiła się okazja, by odstawić drugą w tabeli Legię już na sześć oczek. „Miedziowi” za to, chcąc zakończyć rundę zasadniczą w czołowej ósemce, nie mogli sobie pozwolić na kolejną stratę punktów.
Dobra połowa to za mało
Podopieczni Ireneusza Mamrota weszli w spotkanie źle. Dali się zupełnie zdominować piłkarzom Zagłębia i wyglądali kompletnie bezradnie wobec tego, co działo się na boisku. A działo się wiele, i to już od pierwszych minut. Kolejne błędy i zbyt wolne wyprowadzanie piłki spod własnego pola karnego sprawiły, że to „Miedziowi” stwarzali sobie kolejne sytuacje, z których każda kolejna powodowała coraz większe zagrożenie dla ekipy gości. Bezbramkowy rezultat utrzymał się zaledwie przez nieco ponad kwadrans, ale nawet gol Filipa Starzyńskiego nie zmienił obrazu gry. Przebłysk nadziei białostoczanie dali swoim kibicom dopiero w ostatniej minucie pierwszej części. Strzał świeżo upieczonego reprezentanta Polski – Tarasa Romańczuka – fantastycznie wyłapał jednak Dominik Hładun.
Zdaje się, że w przerwie piłkarze lidera ekstraklasy w końcu dotarli na stadion w Lubinie, gdyż w drugiej połowie obie ekipy zamieniły się rolami. Teraz to Jagiellonia atakowała, a Zagłębie musiało się bronić. Kolejną okazję, by skierować piłkę do siatki, miał Romańczuk, lecz na przeszkodzie tym razem stanął słupek. Uderzenia głową pomocnika „Jagi” siały zdecydowanie największy zamęt w szeregach lubinian, którzy mogą mówić o sporym szczęściu, że żadne z nich nie znalazło drogi do siatki.
Jedną z lepszych okazji zmarnował Przemysław Frankowski, który o dzisiejszym meczu powinien jak najszybciej zapomnieć. Polski skrzydłowy nie potrafił się dziś odnaleźć, notował sporo strat i zdecydowanie nie przypominał siebie z kilku poprzednich spotkań. Gdy już dostał szansę, by zamazać złe wrażenie, w sytuacji sam na sam z Hładunem dał się dogonić Alanowi Czerwińskiemu, który heroicznym wślizgiem wybił futbolówkę spod nóg Frankowskiego. Choć swoje okazje mieli jeszcze Bezjak czy Świderski, to wynik spotkania nie uległ już zmianie i tym samym podopieczni Ireneusza Mamrota nie wykorzystali swojej szansy, by oddalić się Legii.
Zagłębie blisko ósemki
W zupełnie odmiennych nastrojach opuszczali dziś murawę Mariusz Lewandowski oraz jego podopieczni. W przypadku ewentualnej straty punktów przez „Miedziowych” istniała bowiem szansa, że ostatnie siedem spotkań w tym sezonie rozegrać przyjdzie im z rywalami z dolnej części tabeli. Najprawdopodobniej tak się jednak nie stanie, ponieważ podopieczni trenera Lewandowskiego zagrali bardzo dobre spotkanie i pokonali na własnym boisku obecnego lidera ekstraklasy.











