Z powodu wielu niedociągnięć organizacyjnych ze strony LFP, a także niekorzystnych zapisów prawnych, 30. seria gier zostaje zawieszona.
Decyzje władz ligi są spowodowane wieloma czynnikami. Po pierwsze – sprawy medialne. Telewizja La Sexta, która do tej pory w otwartym paśmie w każdej kolejce prezentowała jeden mecz na żywo, według specjalistów powinna stracić te prawa. Zdaniem ligowych działaczy wpływy z tego tytułu do budżetu związku, a co za tym idzie klubów, powinny zostać zwiększone; na same zaś prawa powinien zostać rozpisany konkurs.
Druga wątpliwość to brak jakichkolwiek sygnałów z rządu Hiszpanii odnośnie zmniejszenia stawki VAT dla klubów piłkarskich. Futbolowa koniunktura w tym kraju jest niezwykle rozwinięta, a podatki płacone przez drużyny do budżetu państwa stanowią ważną jego część. Po wielu latach akceptowania wysokiej stawki, LFP zdecydowała się zastrajkować i zwrócić uwagę na tę sprawę. W tym wypadku krok należy do premiera Hiszpanii Jose Luisa Zaptero i odpowiadających mu ministrów.
Kolejnym punktem spornym są kwestie prawne. W Hiszpanii, w przeciwieństwie do Polski, firmy bukmacherskie mają prawo reklamować się na koszulkach, stadionach czy w transmisjach telewizyjnych. Wiele z nich stało się podstawowymi sponsorami klubów (np. Realu Madryt). Działacze drużyn z La Liga są zaniepokojeni faktem, że zyski z tego tytułu w dużej mierze muszą być odprowadzane dla państwa i chcą, aby prawo pozwalało im na interesy z owymi firmami na nieco korzystniejszych warunkach.

Na tę chwilę wiadomo już, że trzydziesta kolejka zaplanowana na 2-3 kwietnia została zawieszona. Decyzję tę ogłosił wczoraj wieczorem prezes LFP, José Luis Astiazarán, po odbyciu rozmów z przedstawicielami wszystkich drużyn. Mimo to, siedem klubów z Primera Division zapowiedziało, że chce rozegrać swoje mecze w zaplanowanym terminie. Mowa tu o Villarealu, Realu Sociedad, Athleticu Bilbao, Saragossie, Espanyolu, Sevilli i Maladze. W dalszej perspektywie ten „galimatias” może spowodować jednal duże problemy organizacyjne dla takich klubów jak FC Barcelona czy Real Madryt, które poza ligą występują na arenach międzynarodowych. Szczególnie niekorzystnie prezentuje się sytuacja „Królewskich”, którzy w kwietniu mają niezwykle napięty harmonogram gier. Poza czterema meczami ligowymi (u siebie z Gijon i Barceloną, na wyjeździe z Athleticiem oraz Valencią) jest jeszcze dwumecz z Tottenhamem oraz finał Copa del Rey z „Dumą Katalonii”. Przesunięcie trzydziestej serii gier na termin późniejszy wiązałoby się z jeszcze większym natężeniem meczów dla podopiecznych Jose Mourinho.
Jednym z rozważanych scenariuszy jest przedłużenie rozgrywek o 2-3 tygodnie. W takim wypadku sezon 2010/11 kończyłby się dopiero 11 czerwca. Inne źródła z kolei informują, że najbardziej prawdopodobne jest przesunięcie wszystkich kolejek o tydzień, co spowodowałoby, że Gran Derbi na Santiago Bernabeu odbędą się 23 kwietnia. W takim wypadku istnieje możliwość, że dwie najlepsze obecnie drużyny rozegrają przeciwko sobie aż cztery spotkania na przestrzeni 15 dni (liga, finał Copa del Rey i ewentualnie dwa starcia w Lidze Mistrzów na początku maja). Nie jest jednak pewne, że w tak krótkim czasie wszystkie strony tego sporu dojdą do porozumienia. Sytuacja rozwija się bardzo szybko i kolejne decyzje mają zapaść w przeciągu kilku dni.











