Gdybyśmy chcieli wprowadzić Narodowy Dzień Piłki Nożnej i mielibyśmy problemy co do ustalenia daty tego święta, dobrą sugestią mógłby być 11 października. I to nie dlatego, że czeka nas zwycięskie (oby tak było!) spotkanie z Armenią, ale dlatego, że właśnie tego dnia w ostatnich latach pisaliśmy przede wszystkim piękną kartę historii polskiego futbolu.
Zanim jednak będzie o rzeczach przyjemnych, czas na te mniej przyjemne. Z 11 października wiążą się mecze, o których nie chcemy dziś pamiętać. Przy tej okazji warto przypomnieć trzy z nich. Ten z 1995 roku, następnie z 1997 i 2013 roku.
11 października 1995. Bratysława. Słowacja – Polska 4:1
Jedna z najbardziej spektakularnych klęsk naszej drużyny narodowej w historii. Trudno było wytłumaczyć tę porażkę nie tylko dlatego, że Słowacy stawiali dopiero pierwsze kroki w futbolu reprezentacyjnym jako samodzielne państwo, ale też dlatego, że kilka miesięcy wcześniej rozbiliśmy ich w Zabrzu aż 5:0. Bratysławska klęska pozbawiła nas definitywnie szans na awans do Euro 1996, a jej symbolem po dziś dzień jest Roman Kosecki, który dostał czerwoną kartkę.
11 października 1997. Tbilisi. Gruzja – Polska 3:0
Blamaż. Tak jednym słowem można określić to spotkanie, które kończyło dla nas nieudane eliminacje do MŚ 1998. Do Tbilisi jechaliśmy zachować twarz. Szanse były tym większe, że w pierwszym spotkaniu w Polsce wygraliśmy aż 4:1. Rzeczywistość okazała się brutalna, a klęska 0:3 po dziś dzień jest wspominana wśród największych blamaży polskiej kadry w historii.
11 października 2013. Charków. Ukraina – Polska 1:0
No i na koniec (oczywiście mowa o klęskach) spotkanie, które odbyło się całkiem niedawno. Trzy lata temu pojechaliśmy do Charkowa na mecz ostatniej szansy. Marzenia o mundialu w Brazylii musieliśmy wyrzucić do kosza. Wszystko z powodu porażki w spotkaniu, które było dla ówczesnego selekcjonera Waldemara Fornalika przedostatnim w tej roli.
Teraz czas na rzeczy dużo przyjemniejsze, a więc na zwycięstwa.
11 października 2003. Budapeszt. Węgry – Polska 1:2
Pierwsze spotkanie w tej kategorii ma bardzo dużo posmaku goryczy, ponieważ zwycięstwo nad „Madziarami” w Budapeszcie po dwóch golach Andrzeja Niedzielana nie dało nam nawet awansu do barażów Euro 2004. Było to spowodowane zwycięstwem Łotyszy nad Szwedami. I to właśnie ci pierwsi po dwumeczu barażowym z Turcją sensacyjnie zdobyli bilety na portugalskie Euro.











