Widzew Łódź pokonał Zagłębie Lubin w meczu czwartej kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego mają już na koncie 12 punktów, co daje im obecnie pierwsze miejsce w ligowej tabeli.

Widzew Łódź w tym sezonie wygrał wszystkie mecze ligowe, ale trzeba przyznać, że wbrew pozorom nie miał trudnych rywali. „Czerwoni” rozprawili się z mistrzem i wicemistrzem Polski, którzy grają w tym sezonie beznadziejnie. Podopiecznym Radosława Mroczkowskiego udało się także pokonać PGE GKS Bełchatów, który do tej pory przegrał wszystkie swoje spotkania. Pojedynek z Zagłębiem Lubin był więc dla Widzewa prawdziwym zweryfikowaniem formy.
Już w 4. minucie groźną akcję przeprowadzili podopieczni Pavla Hapala, kiedy Costa Nhamoniesu dośrodkował z lewej strony, ale futbolówkę po tym dobrym zagraniu zdołał wybić Hachem Abbes. Po chwili groźnie zrobiło się pod bramką Michała Gliwy, po tym jak pomylił się Sergio Reina i oko w oko z bramkarzem „Miedziowych” stanął Aleksander Lebedev, ale nie potrafił opanować piłki. Minutę później Jeż świetnie dośrodkował do Eltona Liry, który głową trafił w słupek, a dobitka Szymona Pawłowskiego nie znalazła drogi do bramki Macieja Mielcarza. Kolejną okazję mieli „Miedziowi” w 21. minucie. Wtedy to Robert Jeż dobrze uruchomił Costę, który dośrodkował w pole karne, ale akcji nie potrafił zamknąć Arkadiusz Woźniak. Niewykorzystane sytuacje Zagłębia w końcu zemściły się na graczach Pavla Hapala od razu po tej akcji. „Czerwoni” przeprowadzili bowiem świetną kontrę, piłka trafiła do Aleksa Bruno, a Brazylijczyk precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w bramce Michała Gliwy.

Zagłębie nie poddawało się i po stracie gola ruszyło do ataku, aby odrobić stratę. W 25. minucie dobrą akcję przeprowadzili Szymon Pawłowski i Elton Lira, po czym piłka trafiła do Arkadiusza Woźniaka, który po raz kolejny mógł zachować się o wiele lepiej. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy spotkania „Miedziowi” mogli wyrównać. Wtedy to dobre dośrodkowanie do Sergio Reiny zaadresował Robert Jeż, a po strzale Kolumbijczyka piłka przeleciała tuż obok słupka bramki Macieja Mielcarza. Obie ekipy schodziły do szatni przy stanie 1:0 dla gości ku niezadowoleniu miejscowych kibiców.












