W lidze Legii nie idzie już od dobrego miesiąca. Norweskiego szkoleniowca usprawiedliwiała jedynie dobra postawa stołecznej ekipy w Lidze Europy. Tam zespół przechodził metamorfozę i pokazywał umiejętności, zaangażowanie, dojrzałość. Duża część kibiców tylko czekała na potknięcie w rozgrywkach kontynentalnych – zaczęła się kolejna fala komentarzy żądających dymisji Henninga Berga.
Z jednej strony – nie pomaga sobie sam Norweg. Niektóre decyzje zakrawają o sabotaż, do tego wiecznie ta sama formułka głoszona na konferencjach prasowych, jakoby wszystko było dobrze, tylko rywal – no właśnie, zawsze winne okoliczności dodatkowe. Rywal miał masę szczęścia, rywalowi pomógł sędzia, rywal nie położył się na boisku etc. Berg jak na twardego przed laty obrońcę, do tego kapitana reprezentacji narodowej, ma dość miękki charakter. Jest zupełnie nieodporny na krytykę, do tego cechuje się niewiarygodną wręcz upartością odnośnie do słuszności swoich decyzji. Nie usłyszymy od niego słów „pomyliłem się”.

Krytycy mają więc mocne argumenty po swojej stronie. Z tym nie ma nawet co dyskutować. Z drugiej strony koronnym argumentem obrońców Norwega powinien być stan posiadania Legii – wydaje się, że zmiana trenera nie jest w stanie wiele zmienić w samej grze. Legia po prostu nie ma kim straszyć! Niby brzmi to jak herezja, bo do nazwisk mocno się przyzwyczailiśmy, prawda jest jednak taka, że w obecnej Legii kontuzje czterech graczy i dołek kogokolwiek z pierwszej drużyny stanowią przeszkodę nie do przejścia. Nie jest to raczej wina trenera – gra tym, co ma – wszyscy krytykują styl, mało kto jednak czepia się personaliów, wiedząc, że na ławce nie siedzi nikt lepszy. Jeszcze kilka miesięcy temu nie było to takie oczywiste, ale teraz nie ma już w klubie Orlando Sa.
Jeśli przyjrzymy się warszawianom formacja po formacji, dojdziemy do wniosku, że jedynie bramka jest mocno obsadzona. Kuciak dalej jest jednym z najlepszych fachowców w tej części Europy i dopóki na ostatnie lata kariery nie wróci Artur Boruc, Słowak jest nie do ruszenia. Podstawowa formacja defensywna niestety nie jest pozbawiona wad. O ile ostatnio z formą zwyżkuje Bartosz Bereszyński, o tyle Łukasz Broź zaliczył nieprawdopodobny zjazd, co w sumie jest trudne do wytłumaczenia. Na środku obrony jest znakomity Michał Pazdan, niestety leczy uraz. Za niego gra Igor Lewczuk, który potrafi grać znakomite 88 minut, po czym popełnia fatalny błąd skutkujący katastrofą. Jakub Rzeźniczak też zagubił formę z wiosny, dziś zwolennicy jego gry w kadrze nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Na tym kończą się stoperzy, to nie jest dobra wiadomość. Jeszcze gorzej ma się sytuacja po lewej stronie defensywy, gdzie gra tylko Tomasz Brzyski, który zdecydowanie nie jest już zawodnikiem gwarantującym odpowiednią jakość. To, że do Legii nie przyszedł nikt na lewą obronę, zakrawa o sabotaż.











