Zvonimir Kozulj na naszych oczach staje się jednym z najlepszych piłkarzy PKO Ekstraklasa. Pomocnik zaliczył fantastyczną drugą część ubiegłej kampanii, a w obecną wszedł razem z drzwiami. Wraz z Adamem Buksą rozmontowali defensywę Legii i pokonali wicemistrza Polski 2:1 na jego stadionie. Ta sztuka udała się ekipie ze stolicy województwa zachodniopomorskiego po raz pierwszy od 36 lat.
Dodatkowo piłkarz urodzony na Bałkanach wyrasta na jednego z ulubieńców kibiców „Granatowo-bordowych”. Nie ma się czemu dziwić. „Zvonek” jest zarówno efektowny, jak i efektywny oraz waleczny. Bardzo łatwo polubić takich piłkarzy. Kozulj stanowi kolejny przykład tego, jak mądrze w ostatnich latach budowana jest Pogoń. „Portowcy” stają się jedną z najbardziej stabilnych ekip w polskiej lidze, co potwierdzają takimi transferami.
Dzieciństwo
Dzieciństwo Kozulja tak jak większości bałkańskich ludzi z przełomu lat 80. i 90. było bardzo trudne. Na początku lat 90. na terenie Bośni i Hercegowiny wybuchła wojna, która okazała się jednym z najbardziej krwawych konfliktów na świecie. Rodzina piłkarza żyła we wręcz pochłoniętym wojną Mostarze. Mama Zvonimira, gdy była z nim w ciąży, wraz z 3-letnim bratem Kozulja została pojmana przez chorwackich żołnierzy. Na całe szczęście po trzech miesiącach zostali wypuszczeni. Natomiast jego ojciec w tym samym czasie walczył na wojnie aż do jej samego końca w 1995 roku.
Wraz z zakończeniem wojny przyjechali w rodzinne strony, aby ponownie osiedlić się w swoim dawnym mieszkaniu. Jednak z domu nie zostało kompletnie nic. Chata legła w gruzach. Ojciec piłkarza z tego powodu zmuszony był do wyjazdu do Niemiec w celu zarobku na odbudowę domu. Szczęśliwie tacie udało się dorobić i odbudować mieszkanie. Takie historie kształtują charakter ludzi i widać to po Bośniaku zarówno na boisku, jak i poza nim.
Trudne początki w Szczecinie
Zvonimir Kozulj w barwach Pogoni Szczecin miał bardzo trudne początki. Co prawda gdy przychodził do ligi uznawano go za niezwykle ciekawy transfer, jednak nie był w stanie potwierdzić tego na murawie. Zawodnik regularnie grał w jednym z najlepszych chorwackich klubów, Hajduku Split, w którym zbierał dobre recenzje. Dodatkowo w momencie zmiany klubu miał 24 lata. Na papierze wszystko wyglądało bardzo dobrze.
Jednak pierwszych osiem meczów świeżo upieczonego gracza „Portowców” było, krótko mówiąc, do bani. Powiedzieć, że grał słabo, to jak nie powiedzieć zupełnie nic. Po pierwszych spotkaniach wiele osób przykleiło zawodnikowi łatkę zagranicznego szrotu, który za chwilę zostanie pożegnany z kwitkiem. Bośniak całkowicie przechodził obok meczów, a gdy już miał piłkę przy nodze, był niesamowicie frustrujący. Jego pierwszych 16 strzałów zza pola karnego skończyło 15 razy na trybunach, a jeden był w światło bramki.
Na dobry występ musiał czekać aż do 9. kolejki. Wtedy to Pogoń Szczecin wygrała swój pierwszy mecz w sezonie przeciwko Wiśle Kraków. „Zvonek” zaliczył asystę i był jedną z najbardziej wyróżniających się postaci na boisku. Jak się później okazało, początkowe spotkania to były złe miłego początki.











