„Żółto-czerwoni”, pokonując Wisłę Kraków, napisali swoją kolejną małą historię. W zeszłym sezonie z krakusami rozegrali swoje pierwsze historyczne spotkania. Obydwa zresztą przegrali. Dlatego niedzielne zwycięstwo 2:1 smakuje tym bardziej. Jednak przede wszystkim stanowi kolejny dowód, że nie potrzebujesz być wielką firmą, mieć bogatego właściciela i w teorii dużo bardziej jakościowego składu, aby osiągać sukcesy. Znicz Pruszków zdobywa swoje kolejne szczyty.
To był naprawdę przyjemny mecz. Było kilka niezłych szans, były gole, no i była dramaturgia. Tę ostatnią zapewnił pewien piłkarz Wisły Kraków, który miał wydatny wpływ na końcowy rezultat spotkania. Ale o nim za chwilę…
Dominacja wiślaków w pierwszym kwadransie
Goście, jak gdyby chcąc zatrzeć fatalne wrażenie po wiedeńskiej klęsce, od początku spotkania siedli na rywalach. Już w 4. minucie wyprowadzili pierwszą groźną akcję. Patryk Gogół dośrodkował z prawej strony i po chwili bardzo ładnie do woleja złożył się Angel Rodado, jednak jego strzał zablokował pruszkowski defensor. Kilka minut później na strzał zza pola karnego zdecydował się Olivier Sukiennicki. Jego próbę sparował jednak do boku Piotr Misztal.
Rodado otwiera wynik
Dominacja „Białej Gwiazdy” została udokumentowana w 18. minucie. Podanie Mikulca zostało podbite, co dało szansę na gola Rodado, a wiemy, że jemu wiele nie potrzeba. Hiszpan miał przy tej akcji jednak odrobinę szczęścia, ponieważ piłka odbiła się od jego barku, przez co ta przelobowała bezradnego w tej sytuacji golkipera gospodarzy.
Znicz Pruszków wyszedł w końcu z szatni
Gospodarze po straconym polu w końcu weszli do gry na poważnie i podeszli wyżej pod bramkę Cziczkana, przez co kilka razy zrobiło się gorąco w polu karnym Ukraińca. Tak jak na przykład 33. minucie, gdy po główce z lewej strony Oskara Koprowskiego w stronę środka pola karnego do strzału złożył się zawodnik gospodarzy, ale jego próbę zablokował na rzut rożny Alan Uryga.
Za to dosłownie centymetry dzieliły gospodarzy od wyrównania w doliczonym czasie gry. Vladyslav Okronchuk otrzymał piłkę w polu karnym, ale jego próba tylko minęła dalszy słupek krakusów.
„Biała Gwiazda” w pewnym momencie wyraźnie odpuściła wysokie granie i nie była już tak agresywna jak choćby w pierwszym kwadransie. Niemniej jej gra była niezła, a przynajmniej dużo lepsza niż w meczu z Polonią czy tym nieszczęsnym Rapidem.











