W Hiszpanii kolejne przetasowania. Nowy lider, nowy wicelider, nowy potencjalny spadkowicz. Tylko problemy te same. Kłopoty ze skutecznością, które Real Madryt doprowadził do rangi sztuki.
5% Realu
Niezawodna hiszpańska prasa wyliczyła, że taką niesamowitą skutecznością może pochwalić się Real Madryt. Ponad sto strzałów, a goli niemal dwa razy mniej niż Malaga. Jak przystało na lidera drużyny, w tej statystyce prym wiedzie Ronaldo. 41 strzałów i jeden gol. Z karnego, warto dodać. Portugalczyk tak się męczy, że aż robi się przykro. Chciałoby się pomóc, powiedzieć „Cristiano, nie strzelaj w każdej możliwej okazji”. Ale znając charakter Portugalczyka, pewnie zostalibyśmy skopani, tak jak Del Horno w ostatnim meczu.
Problemy ze skutecznością ma cała formacja ofensywna Realu. Di Maria, Higuain, Oezil, Benzema – wszyscy trafili co najwyżej raz. Gdy Jose Mourinho mówił, że dla niego najważniejsza jest defensywa, wszyscy w Madrycie się cieszyli. Pewnie dopiero teraz zdają sobie sprawę, co miał na myśli.

Niegościnne San Mames
Iniesta to dla Hiszpanów od niedawna piłkarz wyjątkowy. Dał im to, o czym marzyli od kilkudziesięciu lat. Jego strzał w finałowym meczu z Holandią sprawił, że o Andresie na Półwyspie Apenińskim mówi się albo dobrze, albo bardzo dobrze. Każde jego pojawienie się na boisku, każde z niego zejście nagradzano burzą oklasków. W Sevilli, w Santander… wszędzie. Wyjątek stanowi Kraj Basków. W niedawnym meczu na San Mames Iniesta schodził z boiska przy akompaniamencie gwizdów. Wszystko przez sytuację, w której z boiska wyleciał Fernando Amorabieta. Bask co prawda ostro zaatakował nogi rozgrywającego, ale czerwona kartka wydaje się lekką przesadą. Faul miał miejsce w środku boiska. W dodatku nogi stopera nie dość, że były prowadzone po ziemi, to jeszcze zgięte. Takie same wnioski wyciągnęła publiczność. Mimo że Baskowie są przychylnie nastawieni do Katalończyków, to idę o zakład że żaden gracz Barcelony nie odważyłby się wejść do sektorów za bramkami. Jaki z tego morał? Po pierwsze, sędziowie wreszcie otwarcie chronią gwiazdy. Po drugie Baskowie mają brutalność we krwi. Po trzecie San Mames to stadion osobny, a fani „Los Leones” są osobnymi kibicami.
Hercules ma potencjał
Ma potencjał do wygrywania ważnych spotkań. Zdobyli dwa mecze: z Barceloną i Sevillą. W żadnym z nich nie stracili gola. Gra beniaminka opiera się na kilku elementach. Pierwszym i chyba najważniejszym jest bramkarz, Juan Calatayud. Puścił jak dotąd tylko trzy bramki i powoli staje się bramkarską gwiazdą ligi. Ważną rolę odgrywają boczni obrońcy, czyli David Cortes i Paco Pena, którzy kompletnie wyłączyli z gry skrzydła „Barcy” w meczu na Camp Nou. Za ofensywę odpowiadają znane nazwiska, które albo zaczynają wielką karierę (Drenthe), albo odbudowują formę (Valdez), albo powoli schodzą z piłkarskiej sceny (Trezeguet). Zespół uzupełniają gracze co najmniej solidni. Jedno jest pewne: Hercules ma drużynę na spokojne utrzymanie się w lidze. W obliczu kryzysu Realu Sociedad to gracze z Alicante jawią się jako najlepszy beniaminek. Esteban Vigo zbudował drużynę z charakterem, która poza respektem dla rywala, czuje wielką chęć do wygrywania kolejnych meczów.












