29. kolejka Eredivisie była bardzo emocjonująca dla wielu piłkarskich kibiców w Holandii. Na szczycie tabeli nastąpiła zamiana miejsc, natomiast drużyny z dołu klasyfikacji zaprzepaściły swoje ostatnie szanse.
Zmiana lidera, grad bramek w Tilburgu
Drugie w tabeli Twente podejmowało lidera, drużynę PSV. Dla obydwu ekip było to arcyważne spotkanie, zwycięzca mógł bowiem znacznie przybliżyć się do końcowego triumfu w Eredivisie. Od samego początku było widać, że obie ekipy widzą w tym meczu swoją szansę na końcowy sukces w rozgrywkach. Pierwsza połowa spotkania obfitowała w dogodne sytuacje podbramkowe, jednak żadna z drużyn nie potrafiła umieścić piłki w siatce rywali. Na drugą połowę bardziej zdeterminowani wyszli piłkarze gospodarzy. Wynikiem tego były zdobyte dwie bramki przez powracającego po kontuzji Theo Janssena, który wprowadził miejscowych kibiców w stan euforii po końcowym gwizdku. Dzięki zdobytym trzem punktom na pięć kolejek przed końcem rozgrywek to „The Tukkers” liderują w tabeli dwoma punktami, wyprzedzając drużynę z Eindhoven i są bliscy obrony tytułu.
Humory swoim kibicom popsuli piłkarze drużyny SC Heerenveen. Zespół Rona Jansa walczący o europejskie puchary podejmował na własnym stadionie słabiutki Excelsior. Gospodarze wzorowo wywiązywali się z zadań nakreślonych przez trenera i już w 2. minucie spotkania objęli prowadzenie, a na przerwę schodzili z dwubramkową przewagą. Niestety dla drużyny gospodarzy, piłkarze w końcówce spotkania kompletnie zlekceważyli rywali. Wynikiem tego był zabójczy ostatni kwadrans meczu, w którym goście z Rotterdamu nie tylko odrobili straty, ale i zdobyli zwycięskiego gola, który przybliżył ich do pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej w Holandii.
Dla zespołu Willem II mecz z Rodą JC był spotkaniem ostatniej szansy. Drużyna Gerta Heerkesa dzielnie walczyła z gośćmi, u których w bramce stanął Mateusz Prus, zastępujący kontuzjowanego Przemysława Tytonia. Gospodarze schodzili nawet na przerwę prowadząc 1:0, jednak takiego dramatu, jaki miał miejsce w drugiej części spotkania, nikt nie przewidział. Po przerwie kibice zgromadzeni na Willem II Stadion zobaczyli efektowny i efektywny futbol. W drugich 45 minutach padło bowiem osiem bramek. Niestety dla drużyny gospodarzy, to oni od 83. minuty musieli gonić wynik, jednak zabrakło na to czasu i to drużyna Rody wracała do domu z trzema punktami, pokonując rywali 5:4.
Najbrzydszy mecz sobotniego wieczoru pod względem fair play obejrzeli kibice w Doetinchem, gdzie sędzia musiał pokazać dwie czerwone i cztery żółte kartki. Na szczęście nie miało to wpływu na zdobycze bramkowe i kibice zgromadzeni na De Vijvenberg zobaczyli cztery gole. Mecz zakończył się wynikiem 1:3 i to goście z Bredy są bliscy baraży o Ligę Europejską, natomiast drużynie De Graafschap ani puchary, ani spadek nie grożą.
W Rotterdamie miejscowy Feyenoord podejmował czwarte w tabeli AZ. Podopieczni Mario Beena chcąc zakwalifikować się do baraży o Ligę Europejską, musieli pokonać walczącą z kolei o baraże do Ligi Mistrzów drużynę gości. Pierwsza połowa aż do 45. minuty nie przyniosła żadnych emocji. Wtedy to po strzale Benschopa skapitulował Rob Van Dijk. Jak się okazało po końcowym gwizdu było to jedyne trafienie w tym spotkaniu. Po tym meczu Feyenoord ma dwie porażki z rzędu na swoim koncie i miejsce gwarantujące grę w barażach oddaliło się już chyba od nich bezpowrotnie, natomiast goście pewnie dążą do swojego celu czyli Ligi Mistrzów.










