Spotkanie Ruchu Chorzów z Jagiellonią nie było porywającym widowiskiem. O zwycięstwie gospodarzy zadecydował jednak piękny strzał Marka Zieńczuka z rzutu wolnego.

Pierwsza połowa była dramatycznie słaba. Już w 3. minucie mogła wpaść kuriozalna, samobójcza bramka dla Ruchu. Jakub Tosik interweniował wślizgiem po dośrodkowaniu Dziwniela, a piłka o centymetry minęła słupek bramki Jagiellonii. Z początku wiatr na flankach robili wspomniany wcześniej Dziwniel i Kowalski, lecz ich dośrodkowania czyścił Pazdan. Z obu stron brakowało groźnych akcji i strzałów. Na poważne zagrożenie bramki musieliśmy czekać do 22. minuty, kiedy to po dośrodkowaniu z prawej strony Kuświk z pięciu metrów trafił prosto w Słowika. W zespole Jagiellonii najlepiej prezentował się zagraniczny duet Quintana – Rajalakso. Trener Stokowiec mógł być zadowolony szczególnie z nowego piłkarza, którzy starał się brać na siebie ciężar gry. Groźnie było w 26. minucie, gdy Quintana przestrzelił nieznacznie z rzutu wolnego. Pięć minut później kąśliwie uderzał Tosik, jednak jego kozłujący tuż nad murawą strzał przeleciał minimalnie obok bramki Buchalika. W dalszym ciągu jednak na boisku działo się tyle, co nic. Pomysłem Ruchu były rozrywające defensywę gości, prostopadłe podania, jednak brakowało dokładności w końcowych fazach akcji ofensywnych. Efekt tego był taki, że bardzo słaba pierwsza połowa skończyła się bez chociaż jednej doliczonej minuty, ani bez bramek.

Dalszy obraz nędzy i rozpaczy oglądaliśmy od początku drugiej połowy. Kibice zgromadzeni na trybunach mogli cieszyć się, że luty w tym roku jest wyjątkowo ciepły, bo wydarzenia na boisku rozgrzać nie mogły nikogo. Bramka jednak wpadła. W 57. minucie Marek Zieńczuk wykonywał rzut wolny z boku pola karnego, na wysokości mniej więcej 12 metrów od bramki. Doświadczony pomocnik zobaczył złe ustawienie Słowika i uderzył nad murem tuż obok słupka. Piłka po rękach bramkarza „Jagi” wpadła do bramki i było 1:0 dla gospodarzy!












