Za nami pierwsze mecze mundialu. Po spotkaniu Meksyku z Kamerunem porozmawialiśmy z Michałem Zichlarzem. Osobom zainteresowanym afrykańską piłką tej postaci nie trzeba przedstawiać. Dziennikarz, właściciel bloga „Afryka gola”, człowiek, który pisał książki o „Trzecim Świecie” w rozmowie z naszym serwisem opowiedział o wpływie szamanów na zawodników, szczęściu w nieszczęściu Kamerunu, a także o śmiertelnej miłości fanów do futbolu.
Mateusz Sobiecki: Wczorajsze spotkanie Kamerunu z Meksykiem stało na wysokim poziomie. Jak na wynik wpłynęła postawa sędziego, który nie uznał prawidłowo zdobytych bramek?
Michał Zichlarz: Dla Kamerunu skończyło się to szczęśliwie, bo gdyby sędzia decydował inaczej, to ta porażka byłaby wyższa. Postawa „Nieposkromionych Lwów” w tym pierwszym meczu była dużym rozczarowaniem. Pisząc sylwetkę tej reprezentacji na mojego bloga „Afryka Gola”, rozmawiałem z pewnym dziennikarzem z tego kraju, który jest blisko kadry. Opowiadał mi, że tam są takie nastroje, że oni nie tylko wyjdą z grupy, ale również zagrają w finale mistrzostw świata. Pierwszy mecz pokazał, że to są tylko nadzieje. Rzeczywistość nie przystaje do oczekiwań kibiców, co potwierdziło to spotkanie. Kamerun od lat jest w kryzysie, ta ekipa nie grała w ostatnich dwóch Pucharach Narodów Afryki.
Czy „Nieposkromione Lwy” mają szansę powalczyć z reprezentacjami Brazylii i Chorwacji o awans do 1/8 finału mundialu?
Szanse oceniam bardzo marnie. Obawiam się, że będzie podobnie jak cztery lata temu, gdzie w RPA, Kamerun był pierwszą ekipą, która odpadła z turnieju, już po pierwszych dwóch meczach z Japonią i Danią musiała pakować manatki. Starcie z Meksykiem to była gra o wszystko, trzeba było to wygrać, by do spotkania z wielkimi reprezentacjami Brazylii i Chorwacji podchodzić jako do meczu, który da przepustkę dalej. Nie widać żadnych perspektyw na awans do czołowej szesnastki.
Czy zamieszanie wokół premii dla zawodników mogło znacząco przyczynić się do porażki z Meksykiem? Dlaczego zawodnikom mogło tak bardzo zależeć na tych premiach? Gra na największej imprezie globu, reprezentowanie swojego kraju nie są wystarczającym zaszczytem?
Temat tych premii jak bumerang wraca, niestety, co cztery lata przed każdymi mistrzostwami świata. Nie jest to tylko przypadek kadry Kamerunu, ale również innych z „Czarnego Lądu”. Akurat w tym roku, przed mundialem w Brazylii, nie było tak źle. Nie było większych afer, z obozów: WKS-u, Ghany, Nigerii czy Algierii nie było słychać, żeby były problemy z pieniędzmi. Piłkarze chcą wywalczyć sobie jak największe apanaże. Myślę, że na występ tej reprezentacji nie miało to takiego wpływu. W eliminacjach MŚ Kamerunowi też wcale nie szło tak świetnie. Przegrali jeden mecz z Togo, potem dzięki szczęściu dostali za to starcie walkower. Jak wspominałem, nie grali w ostatnich dwóch PNA. To jest wskaźnik, że w ostatnich latach ta drużyna przeżywa kryzys. Nie wydaje mi się, żeby ten konflikt miał wpłynąć na ich gorszą grę.












