Czwarta kolejka Ekstraklasy przyniosła kilka zaskakujących rozstrzygnięć. Liderem wciąż pozostaje Polonia Warszawa, jednak po piętach podopiecznym Jose Marii Bakero depcze Jagiellonia Białystok, która wypunktowała mistrza Polski. Na drugim biegunie bez zdobyczy punktowej pozostaje Cracovia Kraków.
Niespodzianka w Warszawie
Konia z rzędem temu, kto spodziewał się zwycięstwa PGE GKS-u Bełchatów nad warszawską Legią i to na stadionie przy Łazienkowskiej. Dzieła zniszczenia dokonał Marcin Żewłakow, który dwukrotnie pokonał golkipera „Wojskowych”, jednak zwycięstwo zostało wypracowane za sprawą doskonałej gry bełchatowskich skrzydłowych. Najpierw popularny „Żewłak” dostawił głowę po akcji Tomasza Wróbla, a następnie wykończył dokładne dośrodkowanie Macieja Małkowskiego. Z całą pewnością za bohatera kolejki możemy uznać trenera Bartoszka, który mimo wielu osłabień zdołał udowodnić wyższość swojej drużyny nad mającą mistrzowskie aspiracje Legią.
Remis lidera

Pierwsze punkty straciła Polonia Warszawa. Rozpędzone „Czarne Koszule” zostały zatrzymane przez Widzew Łódź. Podopiecznym Andrzeja Kretka zabrakło skuteczności, żeby przesądzić losy meczu na swoją stronę, jednak tym razem Darvydas Sernas nie był w stanie w pojedynkę rozmontować defensywy zespołu z Warszawy. Może po powrocie Marcina Robaka siła ofensywna jeszcze wzrośnie, a wtedy łodzianie staną się rewelacją sezonu, bo przecież bez najlepszego snajpera urwali punkty Lechowi i Polonii, a byli też o krok od remisu w meczu z Wisłą.
„Jaga” pożarła Lecha
Opromieniony awansem do fazy grupowej Ligi Europejskiej, Lech był faworytem meczu z Jagiellonią, lecz znów okazało się, że futbol jest grą, w której wszystko może się zdarzyć. Fani „Kolejorza” spodziewali się, że zespół Jacka Zielińskiego pożre białostoczan na boisku, tymczasem to właśnie lechici przegrali. Pierwszy gol padł w 71. minucie, a jego autorem był niezawodny Tomasz Frankowski, który skutecznie wykończył indywidualną akcję Kamila Grosickiego. Wynik ustalił sam „Grosik”, pakując piłkę do bramki po silnym strzale głową. Do końca meczu nie dotrwał Manuel Arboleda, który został ukarany drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartką, co nie przeszło bez echa w pomeczowych wypowiedziach Jacka Zielińskiego.
„Żuraw” daj punkty Wiśle
Aż łza się w oku kręci, bo oprócz Frankowskiego swoje trafienie zaliczył też Maciej Żurawski. Przypominają się okrzyki znane ze stadionu przy ulicy Reymonta „Franek – łowca bramek” i „Żuraw – władca muraw”. Jednak teraz dla Wisły trafia tylko Żurawski i to trafia w najważniejszych momentach, bo jego gol rozstrzygnął losy spotkania w meczu z Polonią Bytom. Wiślacy prowadzili już od 20. minuty po golu Małeckiego, jednak po wyrównującym strzale Matawu na ławce trenerskiej „Białej Gwiazdy” zrobiło się gorąco. Na szczęście doświadczony „Żuraw” stanął na wysokości zadania i z zimną krwią dobił strzał Riosa, dzięki czemu holenderski szkoleniowiec może zaliczyć debiut za udany.










