W meczu 7. kolejki I ligi Zawisza łatwo pokonał w Olsztynie Stomil 5:0. Goście po pierwszej połowie prowadzili trzema bramkami, a po przerwie dołożyli jeszcze dwa trafienia. Tym spotkaniem Zawisza potwierdził swoje aspiracje do awansu.
W Olsztynie beniaminek I ligi Stomil podejmował aspirującego do awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej Zawiszę Bydgoszcz. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli goście. Nikt chyba jednak nie spodziewał się tak łatwego i efektownego zwycięstwa przyjezdnych.

Zawisza zdecydowanie lepiej rozpoczął ten mecz. Już w 11. minucie gorąco pod bramką Stomilu zrobiło się po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Mocno wrzuconą piłkę na raty jednak zdołał złapać Ptak. Dwie minuty później Zawisza dopiął już swego i wyszedł na prowadzenie. Idealne podanie z prawej strony boiska Chałasa na strzał z bliska zamienił Błąd. Bramkarz Stomilu zdołał intuicyjnie ten strzał obronić, jednak piłka po jego interwencji wpadła z powrotem pod nogi Błąda. Pomocnik gości nie miał żadnych problemów z umieszczeniem piłki w pustej bramce.
Po tym trafieniu Zawisza całkowicie przejął inicjatywę w meczu. W 18. minucie powinno być 2:0. Idealne prostopadłe podanie otrzymał Chałas i znalazł się w sytuacji sam na sam z Ptakiem. Golkiper gospodarzy zachował jednak zimną krew i wygrał pojedynek z napastnikiem Zawiszy. W 23. minucie padła jednak druga bramka dla „Rycerzy Pomorza”. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka spadła pod nogi Mąki, który z bliska wpakował ją do siatki obok bezradnego Ptaka.
Jedyna warta odnotowania groźna akcja „Dumy Warmii” została przeprowadzona w 26. minucie, kiedy Jegliński łatwo poradził sobie z trzema piłkarzami Zawiszy i podał do Kalonasa. Litwin jednak był faulowany przez Mąkę i arbiter odgwizdał rzut wolny. Po strzale Łukasika po raz pierwszy w tym spotkaniu Witan musiał się rzucić na piłkę. Dwie minuty po tym zdarzeniu Zawisza zdobył trzecią bramkę w tym starciu. Po raz drugi Chałas znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i tym razem nie zmarnował okazji. Piłkę po jego mocnym strzale między nogami przepuścił Ptak. Zawisza z łatwością zdobył trzy bramki w pierwszej części spotkania i zupełnie ustawił sobie ten mecz.

Pierwsze minuty drugiej części nie zachwycały ani tempem gry, ani groźnymi akcjami. Zawisza wypracował sobie korzystny wynik już w pierwszej połowie i piłkarze nie forsowali tempa. Stomil nie potrafił stworzyć sobie żadnej groźnej okazji do zdobycia bramki. Gospodarzy cechowała szczególna niedokładność podań i mnóstwo groźnych strat pod własnym polem karnym. Jedna z tych strat skończyła się czwartą bramką dla Zawiszy. W 60. minucie piłkę odzyskał Zawistowski i świetnie podał w tempo do Chałasa. Napastnik gości mocnym strzałem w długi róg bramki pokonał Ptaka po raz drugi.
W 70. minucie arbiter Łukasz Szczech zmuszony był przerwać spotkanie. Kibice gości, jakby znudzeni kolejnymi bramkami zdobywanymi przez swój zespół, zaczęli demolować stadion. Przez kilka minut byliśmy świadkami zdarzeń, które na piłkarskich stadionach nigdy nie powinny mieć miejsca. Po interwencji policji i służb porządkowych mecz został wznowiony.
Wynik spotkania ustalił w 86. minucie Leśniewski. Wprowadzony kilka minut wcześniej na plac gry napastnik Zawiszy wykorzystał niezdecydowanie obrońców Stomilu we własnym polu karnym i z bliska pokonał Ptaka. Goście byli zdecydowanie lepsi i nie dali szansy Stomilowi nawet na tworzenie okazji do zdobycia gola.
Zawisza zdecydowanie, do Ekstraklasy powinna
przejść w tamtym roku