Jutro na Free State Stadium staną naprzeciw siebie dwie ekipy będące jeszcze kilka dni temu w zupełnie odmiennych nastrojach. Hiszpanie, którzy po dwóch wygranych i pewnym awansie, w ostatnim pojedynku grupowym oszczędzali swoich podstawowych zawodników oraz Amerykanie, którzy przed meczem z Egiptem już chyba mieli spakowane walizki, ale dzięki golom Daviesa, Bradleya i Dempseya oraz wymiernej pomocy „Canarinhos” grają dalej.
Gdy zanalizujemy dotychczasową postawę obu drużyn na afrykańskiej ziemi, wydaje się oczywistym, że do finału awansują Hiszpanie. Podopieczni Vincente Del Bosque do tej pory nie stracili jeszcze bramki, równocześnie aplikując rywalom osiem goli. „La Roja” po kolei odprawili z kwitkiem Nową Zelandię (5:0), Irak (1:0), na koniec rezerwowym składem pokonali gładko gospodarzy turnieju i dla wielu oczywiste jest, że jedynymi, którzy mogą powstrzymać Hiszpanów na Czarnym Lądzie są „Canarinhos”.

Amerykanie z kolei w turnieju od początku mieli pod górkę. Na początek „Jankesom” przyszło zmierzyć się z Włochami. Pierwszy sprawdzian zawodnicy Boba Bradleya oblali, ulegając Mistrzom Świata 3:1. Najgorsze miało jednak nadejść trzy dni później, kiedy Brazylijczycy pokazali futbolową wyższość Ameryki Południowej nad Północną. Zawodnicy „Canarinhos”, którzy na turnieju w RPA piłką bawią się niczym swoim narodowym tańcem – sambą, wygrali bez trudu 3:0 i w tym momencie większość postawiła na Amerykanach krzyżyk. W meczu z Egiptem „Jankesi” potrzebowali cudu i cud się ziścił. Dowodzona przez Landona Donovana drużyna wysoko pokonała faworyzowanych „Faraonów”, w równoległym meczu Brazylijczycy w ramach przeprosin za lanie, jakie sprawili Amerykanom trzy dni wcześniej zmiażdżyli Włochów, a to oznaczało, że w półfinale zagrają jednak gracze Bradleya.
Do półfinałowego boju bardziej wypoczęci przystąpią Hiszpanie, większość z nich podczas ostatniego meczu grupowego dostała szansę odpoczynku, a na afrykańskich boiskach pojawili się już wszyscy, oprócz trzeciego bramkarza Diego Lopeza, zabrani na turniej przez Del Bosque’a zawodnicy. Podobną taktykę podczas EURO 2008 zastosował Luis Aragones, jak to się skończyło wszyscy pamiętamy – „La Roja” w Wiedniu triumfowali zdobyciem mistrzowskiego tytułu. Amerykanów mecz z Egiptem kosztował wiele sił i trudno powiedzieć, czy zdążą się w pełni zregenerować. Przed trudnym wyborem stanie także trener Bradley. W spotkaniu przeciw „Faraonom” postanowił zmienić bramkarza, a także dał szansę gry młodemu Charliemu Daviesowi. Guzman w bramce spisał się bardzo dobrze, a swoją szansę wykorzystał także Davies, który zdobył jeden z goli. Przed starciem z „La Roja” amerykański selekcjoner może mieć problem, na kogo postawić, chociaż plaga urodzaju raczej trenera Bradleya o ból głowy nie przyprawi.











