Hiszpański futbol dostał w tym tygodniu kopniaka od Niemców, ale rozgrywki Primera Division ciągle trwają. W najbliższy weekend możemy poznać nowego mistrza kraju. Aby tak się stało, Barcelona musi pokonać Betis, a Real stracić punkty z Valladolid.
Podrażnieni mistrzowie
W Lidze Mistrzów drugi rok z rzędu mogliśmy być świadkami finałowego Gran Derbi. Real i Barcelona znowu okazały się jednak słabsze od swoich rywali. Teraz obydwie drużyny wracają na ligowe podwórko. I jedni, i drudzy rozegrają swoje mecze na własnych obiektach. Zdecydowanie łatwiejsze zadanie czeka „Królewskich”, którzy podejmą niewalczącą już o nic „Pucelę”. Jose Mourinho nie będzie mógł w sobotnim meczu skorzystać z kontuzjowanych Marcelo, Arbeloi i Sergio Ramosa, a także zawieszonego Raula Albiola. Valladolid przyjedzie do stolicy w najmocniejszym zestawieniu, ale nikt raczej nie przewiduje zwycięstwa, ani nawet remisu, podopiecznych Miroslava Djukicia. Real wie co prawda, że liga jest przegrana, ale mimo wszystko chce zakończyć sezon w jak najlepszym stylu. Mourinho da jednak odpocząć kilku podstawowym piłkarzom. Na 99% nie zagra Ronaldo, który ma odpoczywać aż do finałowego starcia z Atletico Madryt w Pucharze Króla. Odpocznie także drugi najlepszy gracz La Liga, Leo Messi. Barcelonie pozostała już tylko liga, ale Argentyńczyk nie czuje się w ostatnich dniach najlepiej i sztab medyczny nie będzie chciał chyba ryzykować jego zdrowia. Oprócz Leo przeciwko Betisowi nie zagrają również Puyol, Mascherano, Fabregas i Busquets. Katalończycy pozostają jednak faworytem, ponieważ także Pepe Mel ma na głowie niemało problemów. „Los Beticos” przyjadą do stolicy Katalonii bez Paulao, Perquisa, Canasa i Nacho. Walka o europejskie puchary ciągle jednak trwa, a Andaluzyjczycy potrafią pokazać pazur. To jednak Barcelona jest zobowiązana do zmazania plamy z dwumeczu z Bayernem, który obnażył wszystkie słabości drużyny już okrzykniętej przez fachowców najlepszą w historii.

Atletico Madryt będzie z kolei próbowało zachować szanse na wyprzedzenie Realu Madryt. „Rojiblancos” po zeszłotygodniowej porażce w derbach tracą do lokalnego rywala już sześć punktów, a w sobotni wieczór czeka ich nie lada wyzwanie. Diego Simeone i spółka wyjeżdżają do La Coruni na mecz z walczącym o utrzymanie Deportivo. Deportivo, którego nikt już w Segunda Division nie widzi. Galisyjczycy grają w ostatnich tygodniach niewyobrażalnie dobrze i wielką niesprawiedliwością będzie, jeśli wrócą do drugiej ligi. A istnieje niestety takie prawdopodobieństwo. Pomimo serii sześciu meczów bez porażki (cztery zwycięstwa i dwa remisy) Deportivo ma tylko jeden punkt przewagi nad strefą spadkową. Przeciwko Atletico nie będą mogli zagrać Laure, Marchena, Aguilar, Salomao i – przede wszystkim – Pizzi. Również madrytczycy nie zagrają w optymalnym zestawieniu. Zawieszeni są Koke i Diego Costa, a pod dużym znakiem zapytania ciągle stają także występy Ardy Turana i Tiago. Tyle dobrego, że stołeczna drużyna nie musi obawiać się straty trzeciego miejsca w lidze. Real Sociedad jest co prawda w wybornej formie, ale nikt nie wyobraża sobie, żeby Baskowie mieli odrobić dziesięć punktów straty. Nie znaczy to jednak, że podopieczni Philippe’a Montaniera mogą grać na luzie. Celem jest zachowanie wymarzonego czwartego miejsca, do którego piąta Malaga i Valencia tracą pięć oczek. Sociedad w 34. kolejce mierzyć będzie się na wyjeździe z Getafe, które musi już po prostu dograć ten sezon do końca.











