Duży niedosyt mogą czuć fani obu drużyn. Zarówno Zagłębie Lubin, jak i Warta Poznań nie potrafiły wykorzystać swoich dogodnych sytuacji. Tym sposobem byliśmy świadkami bezbramkowego remisu na otwarcie 26. kolejki spotkań. „Miedziowi” dalej muszą walczyć o utrzymanie na następny rok, a goście z Poznania wciąż pozostają w walce o europejskie puchary.
Wracamy do grania w naszej rodzimej ekstraklasie. Dwa tygodnie jej nie było, a już zdążyliśmy się stęsknić. Na start 26. kolejki zawitaliśmy do Lubina, gdzie Zagłębie podjęło Wartę Poznań.
Trudno było o wskazanie jednoznacznego faworyta tego spotkania. Zagłębie Lubin, mimo że przeżywa lepszy okres, odkąd objął je Fornalik, wciąż słabo prezentuje się przed własną publicznością. W tym roku na swoim stadionie pokonało jedynie ostatnią w tabeli Miedź. Warta natomiast ponadprzeciętnie punktuje w roli gości. Pod względem punktów zdobytych na wyjeździe zajmuje 4. miejsce w ekstraklasowej stawce.
W składzie ekipy Waldemara Fornalika doszło do pięciu zmian w porównaniu z wyjazdowym meczem w Białymstoku – do składu wrócił m.in. wykartkowany Poletanovic. „Zieloni” dokonali jednej zmiany w swoim zwycięskim składzie z meczu przeciwko Lechii – Jakub Kiełb zastąpił Konrada Matuszewskiego.
Niedosyt czy cenny remis?
Trudno nazwać widowiskiem to, co zobaczyliśmy w pierwszych 45 minutach. W pierwszej części spotkania to Zagłębie miało więcej sytuacji do objęcia prowadzenia, ale nie grzeszyło skutecznością – w 10. minucie doskonałą sytuację zmarnował Damjan Bohar, a 14 minut później strzał Filipa Starzyńskiego pewnie złapał Adrian Lis.
Druga połowa była okazalsza, jeśli chodzi o groźne sytuacje bramkowe. Zagłębie zyskało dodatkowy impuls dzięki zmianom przeprowadzonym przez Waldemara Fornalika. Dwa razy bramce „Zielonych” zagroził wprowadzony w 69. minucie Jakub Świerczok, lecz w obu przypadkach jego strzały mijały bramkę Adriana Lisa. Na skrzydle dużo wiatru robił Tornike Gaprindashvili, który również zaczynał spotkanie na ławce.










