Zagłębie Lubin czekało aż dwa tygodnie na kolejny mecz w PKO BP Ekstraklasie. Leszek Ojrzyński dobrze wykorzystał ten czas. Po bezbarwnym remisie 1:1 z Koroną Kielce ujrzeliśmy inną twarz zespołu z Dolnego Śląska. Do Lubina zawitała drużyna Lechii Gdańsk. Wątpimy, aby John Carver spodziewał się takiego scenariuszu tej rywalizacji. Wiedzieliśmy o poszukiwaniu spokoju w defensywie Lechii Gdańsk, ale „Miedziowi” mogli się dłuższymi momentami najzwyczajniej na świecie podobać.
Cała naprzód!
Kibice Zagłębia Lubin zdumieni sprawdzali skład w swojej ulubionej drużynie. Leszek Ojrzyński zaryzykował, wystawiając Michalisa Kosidisa i Marcela Regułę. Trener był pytany przed dwoma tygodniami na pomeczowej konferencji o to, czy taki wariant jest możliwy. Potwierdzenie odpowiedzi dostaliśmy szybciej, niż można było przypuszczać. Jak się okazało, taki wariant jest możliwy i potrafi być konkretny w swoich poczynaniach.
Jakub Sypek wskoczył do podstawowego składu na mecz z Lechią Gdańsk. To jego akcja przyczyniła się do bramki wyrównującej meczu z Koroną Kielce. W nagrodę dostał szansę, którą wykorzystał. Przy tych personaliach muszą być przegrani. Mateusz Wdowiak i Kajetan Szmyt podziwiali z ławki występ swoich kolegów i muszą czuć się zmotywowani, jeśli chcą wrócić do pierwszej „jedenastki”. Trener Zagłębia Lubin podkreślał, że zdecydował się na dokonanie roszad, ponieważ jego zespół miał problem z kreowaniem sytuacji.
Zaskoczenie
Profile tych zespołów wskazywały, że to od Lechii Gdańsk będzie zależeć przebieg tego widowiska. To w jej meczach padało wiele bramek i nie zanudzała fanów PKO BP Ekstraklasy. Ta wizja legła w gruzach bardzo szybko. Zagłębie Lubin zanotowało przed dwoma tygodniami pierwszy celny strzał w okolicach 60. minuty. Po pierwszej połowie gospodarze czterokrotnie trafiali w światło bramki, z czego dwa strzały umiejscowiły się w sieci. Ekipa Leszka Ojrzyńskiego nie była tak apatyczna i skromna jeśli chodzi o ofensywę. Faktycznie był fragment po pierwszym kwadransie meczu, kiedy piłkarzom Miedziowych ciężko szło kreowanie dogodnych sytuacji.
O drugiej odsłonie będzie można mówić bardzo długo. Scenariusz był wręcz zadziwiający. Przyjezdni powinni przegrywać 4:1 po dwóch kontrach, w których Adam Radwański i Marcel Reguła pudłowali. Te sytuacje zemściły się na gospodarzach, ponieważ po chwili było już 2:2. Zaskoczenie lub kolejna przemiana Zagłębia Lubin ukazały się w tym momencie. Gospodarze prowadzili już raz w tym sezonie 2:0. W potyczce z GKS-em Katowice nie udało się dowieźć 3 punktów. Razem z zachodzącym słońcem znikała wizja zwycięstwa, lecz „Miedziowi” udźwignęli mentalnie to wydarzenie i zaczęli dobijać rywala, aż zrobili to w sposób spektakularny.












