Kiedyś dmuchano i chuchano na Roberta Lewandowskiego – jedynego wartościowego napastnika reprezentacji Polski. Próbowano wielu, ale niewielu grało w swoich klubach, albo było gwarantem strzelenia choćby gola na arenie międzynarodowej. Dziś ten problem zniknął, a wszystko za sprawą piłkarza Ajaksu Amsterdam – Arkadiusza Milika.
Zachwyt jego osobą nie mniejszy niż jego kolegą z formacji ofensywnej, Robertem Lewandowskim. Nastała prawdziwa Milikomania, której rozmach można porównać do gloryfikowania znanego na całą Polskę, genialnego skoczka narciarskiego Adama Małysza. Młody, przystojny, utalentowany – materiał na wielką gwiazdę. Nawet media dały się ponieść tej całej zabawie, ale nie byłbym Polakiem, gdybym nie szukał dziury w całym, a ta jest, i to konkretna.
Polacy cieszą się z każdego najmniejszego sukcesu, ale nie można się temu dziwić. Nieczęsto mamy okazję do radości w sporcie, a już na pewno nie w piłce nożnej. Dlatego, gdy pojawia się młody chłopak urodzony w Tychach, który strzela bramkę mistrzom świata – od razu staje się bohaterem narodowym. Proszę mnie nie zrozumieć źle – nie uważam, że to niewłaściwe. Powiem więcej – to naturalne. Jest jednak granica, która często jest przekraczana. Od Lewandowskiego wszyscy oczekują tuzina bramek w reprezentacji w każdym meczu, tylko dlatego, że jest piłkarzem Bayernu Monachium. Czym spowodowana jest blokada naszego napastnika w drużynie narodowej? Czemu potrafi strzelać gole tylko z rzutów karnych albo piłkarzom Gibraltaru? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale wpływ ma na pewno psychika. Od napastnika takiego kalibru trzeba wymagać bramek, ale wymagać nie oznacza żądać. Na nasze szczęście Robert jest zawodnikiem, który twardo stąpa po ziemi i ma naprawdę mocną głowę. Ta jednak nie wytrzymuje.
Milikowi wystarczyło niewiele, żeby stać się bożyszczem nastolatek, fanem wielu kibiców, idolem młodych piłkarzy. Podałem przykład Roberta Lewandowskiego ze strachu. Boję się, że od Milika nagle wszyscy zaczną wymagać, żądać jeszcze więcej. Więcej, niż on sam potrafi dać. W innych krajach, żeby zdobyć uznanie kibica, trzeba bardzo się napocić. Milikowi wystarczył gol z Niemcami. Chłopak ten jest niezwykle utalentowany, jego pozycja w Ajaksie jest coraz mocniejsza, choć jak wypowiada się trener klubu z Amsterdamu, De Boer – przed młodym Polakiem jeszcze wiele pracy. I to jest chyba najlepszy komentarz. Milik dalej musi udowadniać swoją wartość, a nie być już tej wartości pewnym.
Jednym z podobieństw Arka Milika i Roberta Lewandowskiego jest, wspomniana już, mocna głowa. Mimo młodego wieku napastnik Ajaksu wielokrotnie udowodnił, że mocno stąpa po ziemi. Ponoć jest to zasługa Adama Nawałki, który niejednokrotnie karcił młodego Polaka, gdy ten zauważył u Milika oznaki sodówki. Całe szczęście. Incydent ze świątecznym zdjęciem pokazał dystans, jaki ma do siebie chłopak z Tych, a reakcja na wulgarne przyśpiewki pod jego adresem – miód.











