Raków Częstochowa podzielił się punktami z Cracovią w pierwszym sobotnim spotkaniu 16. kolejki PKO Ekstraklasy. Wynik otworzył strzałem głową po dośrodkowaniu z kornera Virgil Ghita, a odpowiedział uderzeniem z rzutu karnego w końcówce Bartosz Nowak. Finalnie oba zespoły mogą czuć spory niedosyt. Mecz został okraszony kilkoma sędziowskimi kontrowersjami i nieprzyjemnym zachowaniem kibiców.
To nie był mecz na wysokim poziomie. Gra gospodarzy i gości oraz prowadzenie Pawła Raczkowskiego. Dla Rakowa i Cracovii to trzecie starcie bez zwycięstwa, a w przypadku przyjezdnych – już szóste ligowe. „Pasy” były bliskie zrealizowania celu i konsekwentnie broniły zdobyczy, „Medaliki” jednak obroniły twierdzę, ale to niewielka poprawa nastroju.
Pozorna ultraofensywa
Częstochowianie byli zmuszeni wyjść na pojedynek z krakowianami nietypowym środkiem pola. Dotychczas nieodzownym elementem w boiskowej układance była rasowa „szóstka”, czyli choć jeden z pary Papanikolaou – Berggren lub nawet oni obaj. Tym razem miejscowi nie mogli skorzystać z usług ani jednego, ani drugiego. Grek po kontuzji barku będzie pauzować do wiosny, a Szwed był tego popołudnia zawieszony za nadmiar żółtych kartek. Raków został zmuszony do ustawienia Lederman – Kochergin. Reprezentant Polski i reprezentant Ukrainy dopiero po raz drugi wystąpili obok siebie w bieżącej kampanii. Wcześniej miało to miejsce latem, podczas eliminacyjnego meczu z Florą Tallinn.
Można było mieć zatem delikatne obawy co do stanu defensywy Rakowa Częstochowa, bo przypomnijmy, że również w trzyosobowym bloku obronnym nie wszyscy występują na swoich nominalnych pozycjach i różne dziury stara się łatać Fran Tudor. Od pierwszego gwizdka trener Dawid Szwarga postawił dodatkowo na wymienienie się skrzydłowych – prawonożnego Jeana Carlosa Silvę ustawił na lewym wahadle, a lewonożnego Srdjana Plavsicia na prawym. Tego typu rozwiązania wchodziły już w życie drużyny, ale tylko w trakcie spotkań, których przebieg nie szedł mistrzom Polski po myśli i w których trzeba było postawić na zdecydowane, intensywne, zmasowane ataki. Zamysł więc był szybkiego otwarcia wyniku.
Zarówno Brazylijczyk, jak i Serb byli głodni gry po dwutygodniowej przerwie reprezentacyjnej, ale zwyczajnie nie mieli z kim budować akcji. Ponownie fatalnie dysponowane były dziś „dziesiątki” – Marcin Cebula, który od dłuższego czasu kompletnie nie czuje piłki oraz działa w żółwim tempie, i Sonny Kittel, snujący się po murawie, zupełnie niewychodzący na pozycje ani do futbolówki. Wydaje się, że temu duetowi pociąg zaczyna odjeżdżać na dobre. Jeśli otrzymają swoje szanse w drużynie jeszcze na wiosnę, to będą to ich ostatnie. Na nieszczęście częstochowskiego Rakowa równie beznadziejna była postawa Ante Crnaca, który dotąd raczej nie zawodził. Chorwat zanotował na pewno najsłabszy mecz w nowym klubie. To wszystko złożyło się na to, że w pierwszej części potyczki w poczynaniach drużyny spod Jasnej Góry zupełnie nie było polotu i składności.











