Nie. Nie ruszamy z kolejnym cyklem publicystycznym. Tchnęło mnie po prostu, by oddać człowiekowi, którego od jakiegoś czasu nie darzę zbyt wielką sympatią, coś, co mu się teraz należy. Mowa oczywiście o Ricardo Kace i utraconym szacunku.
Brazylijczyk narobił zamieszania, oj narobił. Jose Mourinho zaczął nie tak dawno odzyskiwać najlepszą wersję Mesuta Oezila, a teraz na scenę, i to naprawdę nie byle jak, wkracza piłkarz, który – tak szczerze powiedziawszy – nigdy z piłkarskiego topu schodzić nie powinien. Tyle dobrego (jakkolwiek to brzmi), że kompletnie bez formy jest Angel Di Maria. Argentyńczykowi zdarzyły się co prawda dwa czy trzy niezłe, no dobra, bardzo dobre spotkania, ale to nie ten sam „El Fideo”, który na początku zeszłego sezonu wkręcał defensorów w ziemię tak, że momentami chyba sam był w szoku. Nie o Di Marii chcę jednak rozprawiać.

Wiadomo – jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dwie ani trzy też nie, ale w przypadku Kaki dwa mecze z rzędu na bardzo wysokim poziomie to naprawdę w ostatnich latach rzecz niesłychana. Reprezentant „Canarinhos” idealnie trafił z formą. Jestem oczywiście daleki od głoszenia opinii, że były gracz Milanu odzyskał dawny blask i z piłkarza na sprzedaż, a wręcz do oddania za półdarmo, stanie się graczem decydującym o wynikach „Królewskich”, ale nie można nie zwrócić mu utraconego szacunku. Publika na Santiago Bernabeu uwielbia dramatyczne historie – remontady, powroty i powroty swoich ulubieńców. Tak było z Cristiano Ronaldo, który mówiąc, że jest smutny, rozpętał prawdziwą burzę. Teraz Portugalczyk jest jednak w Madrycie kochany tak mocno jak jeszcze nigdy dotąd. Madrycka świątynia doceniła także Kakę, któremu podczas spotkania z Rayo Vallecano dziękowała za bardzo dobre zawody z Sevillą. Teraz podziękuje mu także za sobotni mecz z Deportivo.
Ricardo był absolutnie najjaśniejszą postacią spośród wszystkich graczy Realu Madryt na El Riazor. Brazylijczyk imponuje szybkością, ofiarnością, dokładnością i przygotowaniem kondycyjnym. Nie tylko zalicza znakomite otwierające podania, ale też wciela się w rolę piłkarza tyrającego w defensywie. Taką postawę madridismo uwielbia. Uwielbiam również ja, choć muszę powiedzieć, że sympatią do Ricky’ego nigdy jakoś nie pałałem. Chłop przyszedł za kosmiczną sumę, wyjmował z kasy równie niepojęte pieniądze, a nic sobą nie prezentował. Jeśli jednak wraca do wielkiej formy, to jestem w stanie przeboleć ostatnie lata, kiedy był dla Realu wręcz kulą u nogi. Jeżeli w meczach z Barceloną i Manchesterem United Kaka zagra tak jak w ostatnich kilkunastu dniach, winy zostaną odkupione. Tak – jestem wręcz przekonany, że w obydwu najważniejszych dla Realu starciach w tym sezonie Ricardo wybiegnie od pierwszej minuty. Mowa o wtorkowym rewanżu w Pucharze Króla, a także meczu z Manchesterem United. W tym czasie czeka nas jeszcze ligowe El Clasico, ale ono w tym wszystkim odgrywa najmniejszą rolę.











