Xavier Dziekoński po pół roku spędzonym w Częstochowie udał się na wypożyczenie do 2-ligowej Garbarni, aby w końcu zbierać minuty na boisku. Przedtem młody Polak odchodził z „Jagi” jako bramkarz, który nie zasiadał nawet na ławce rezerwowych. Choć wcześniej był uważany za wielki talent, zaczął notować coraz więcej błędów przez co stracił miejsce w bramce klubu z województwa podlaskiego i został pożegnany bez większych sentymentów. Jak obecnie wygląda sytuacja 19-latka?
Nastolatek ma za sobą dość szalony okres. Najpierw będąc niepełnoletnim stał się pierwszym bramkarzem Jagielloni Białystok. Następnie stracił to miejsce na rzecz Steinborsa i Alomerovicia. Nie łapał się już nawet do kadry, po czym w letnim okienku transferowym pomocną dłoń wyciągnęła do niego ekipa „Medalików”. Po rundzie jesiennej, w której nie udało mu się zadebiutować w podstawowym składzie, udał się na wypożyczenie do 2. ligi, by wrócić do regularnej gry.
Z nieba do piekła
Kariera Dziekońskiego zaczęła się naprawdę imponująco. W wieku zaledwie 16 lat udało mu się zadebiutować na boiskach ekstraklasy w starciu ze Śląskiem Wrocław. Zawodnik, który wcześniej nie grał nawet na poziomie U-21 został wrzucony na głęboką wodę, ale sobie poradził. Jego drużyna wygrała 2:1, a Polak przez wielu ekspertów był uznawany za najlepszego gracza tego starcia. Wykazywał się dużą pewnością siebie, był spokojny i kilka razy popisał się skuteczną interwencją. Zaskarbił sobie serca kibiców, którzy po każdej udanej obronie bili brawo i jeszcze mocniej go dopingowali. W krótkim wywiadzie tuż po meczu Xavier bardzo cieszył się z udanego debiutu, ale na konferencji prasowej był już opanowany i dojrzale wypowiadał się na temat spotkania.
Na początku sezonu 2020/2021 nie wstawał z ławki rezerwowych, często też nie pojawiał się w kadrze meczowej. Sytuacja zmieniła się dopiero podczas ostatniego meczu rundy jesiennej z Górnikiem Zabrze. Golkiper zachował wtedy czyste konto, a jego drużyna wygrała 1:0. Od tego momentu na stałe wskoczył na pozycję pierwszego bramkarza i pozostał na niej do ostatniej kolejki. Przydarzały mu się kompromitujące błędy, ale z racji młodego wieku przymykano na to oko. Mimo wszystko prezentował się dość solidnie, choć był moment kiedy to Pavels Steinbors wskoczył do bramki, lecz po dwóch meczach, ponownie od pierwszej minuty, grał Polak.
– Jest to perspektywiczny chłopak, obdarzony dużym potencjałem. Był taki okres, że wygrał rywalizację z innymi bramkarzami, gdyż okazał się w danym momencie skuteczniejszym zawodnikiem, który na tą chwilę dawał więcej zespołowi, dlatego dostał szansę i bronił – mówił były trener bramkarzy Jagielloni Białystok, Jarosław Tkocz.











