FC Barcelona pokonała na La Romareda Real Saragossa 4:1. Wynik nie jest jednak w pełni odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Gospodarze dzielnie się bronili, ba, nawet przez chwilę prowadzili 1:0. Ostatecznie dwa gole Messiego oraz trafienia Puyola i Pedro pozwoliły Katalończykom na zdobycie trzech punktów. Honorowe trafienie dla Saragossy zaliczył Aranda.
Ustawionej w nieco rezerwowym składzie Barcelonie sporo czasu zajęło odpowiednie wejście w meczowy rytm. W pierwszych fragmentach pojedynku to gospodarze zostawiali po sobie lepsze wrażenie i już w 5. minucie byli blisko zdobycia bramki. Obradović wpadł z piłką w pole karne i zagrał ją wzdłuż linii bramkowej, ale przed Valdesem skiksował nieco Aranda, przez co nie był w stanie go pokonać. Z każdą kolejną minutą przyjezdni przejmowali inicjatywę na boisku, przynajmniej jeśli chodzi o posiadanie piłki. Momentami „Barca” nie wyglądała jak ona, nie próbowała rozklepywać przeciwnika, a starała się zagrozić mu długimi podaniami z pominięciem drugiej linii. Efekty były takie, że „Blaugrana” ciągle nie mogła stworzyć sobie dogodnej sytuacji, a w 24. minucie została ukarana przez Saragossę szybką kontrą, po której Victor Valdes faulował jednego z piłkarzy w „szesnastce” i arbiter podyktował rzut karny. Hiszpański golkiper opłacił całą tę sytuację żółtą kartką, jednak zrehabilitował się w najlepszy możliwy sposób, wyłapując strzał Arandy.

Sześć minut po niewykorzystanym karnym również i Aranda odkupił swoje winy. Wychowanek Realu Madryt otrzymał świetne prostopadłe podanie i na raty pokonał bramkarza Barcelony. Strata bramki rozbudziła co nieco podopiecznych Pepa Guardioli, którzy nie uciekali się już do najprostszych rozwiązań i kilkukrotnie gościli w polu karnym Roberto Jimeneza. Nareszcie nadeszła dla nich 36. minuta. W znakomitej sytuacji znalazł się Alexis, jego uderzenie wybronił golkiper gospodarzy, a dobitkę Cesca zablokował jeden z defensorów. Po wrzutce z rzutu rożnego fatalny błąd popełnił jednak Roberto i Carles Puyol wpakował piłkę do siatki, doprowadzając do wyrównania. Co ciekawe, Saragossa chciała jak najszybciej odpowiedzieć na straconego gola, ale nadziała się na szybką kontrę Barcelony. Alexis Sanchez dograł piłkę do lepiej ustawionego Messiego, ten poradził sobie z da Silvą i strzałem w krótki róg zdobył swojego 37. gola w lidze. Sytuacja miejscowych stała się jeszcze trudniejsza w samej końcówce pierwszej połowy, kiedy to po faulu na Alexisie drugą żółtą kartkę otrzymał Abraham, osłabiając swoją drużynę. Przed przerwą bramki już nie padły, choć goście do samego końca starali się jeszcze poprawić wynik.
Druga połowa od razu rozpoczęła się nam od zgrzytu. Turienzo Alvarez odesłał na trybuny trenera Saragossy, Manolo Jimeneza, który mocno gestykulował po ostrym wejściu Thiago Alcantary. Nie przejęli się tym jednak podopieczni wyrzuconego szkoleniowca. W 48. minucie spotkania Aranda pięknie zagrał piętą do Obradovicia, a ten oddał potężny strzał, który przeleciał minimalnie nad poprzeczką Valdesa. Bojowo nastawieni gospodarze nadal atakowali – w 50. minucie w polu karnym „Barcy” zapanował istny chaos, po którym najpierw ręką piłkę zagrywał Seydou Keita, a potem Dani Alves zblokował strzał Lafity. Na nic zdały się protesty gospodarzy, którzy domagali się odgwizdania drugiego tego wieczoru karnego. W kolejnych minutach chaos zapanował już na całej długości boiska. Zawodnicy obydwu ekip skupili się na wywieraniu presji na arbitrze, jednak nikt nie osiągnął z tego tytułu wymiernych korzyści.










