W minionej kolejce Premier League wszystko kręciło się wokół derbów Manchesteru. Pojedynki Pepa Guardioli z Jose Mourinho zawsze elektryzowały cały piłkarski świat, niezależnie, czy miało to miejsce w lidze hiszpańskiej, czy, tak jak obecnie, na Wyspach Brytyjskich. Bezsprzecznie od dłuższego czasu należą one już do klasyki gatunku. W niedzielę hiszpański menedżer mistrzów Anglii ponownie okazał się lepszy od swojego wielkiego rywala. Oczywiście dwunasta seria gier przyniosła również kilka innych ciekawych wydarzeń, które standardowo przedstawiamy w formie wyróżnień i nagan.
Wyróżnienia
Wybór prosty, aczkolwiek z racji udowodnienia swojego panowania w Manchesterze nie może być inaczej. Zespół Guardioli, kontrolując przebieg spotkania przez pełne 90 minut, nie pozostawił żadnych złudzeń lokalnemu rywalowi. United po serii spotkań, w których udawało mu się wyszarpać wygraną bądź remis, jak w rywalizacji z Chelsea, boleśnie zostało sprowadzone na ziemię. Gangrena wciąż rozwija się w organizmie czerwonej części Manchesteru, a pojedyncze dobre chwile, jak ostatnie zwycięstwo w Lidze Mistrzów nad Juventusem, dają jedynie złudną nadzieję, że pacjent może przeżyć. Klasa, styl, umiejętności, talent – to, co kiedyś cechowało United, zostało mu boleśnie odebrane na rzecz odwiecznego rywala. I chyba długo nie zostanie zwrócone. City władcą Manchesteru i basta! Wszystko, co piękne w piłce nożnej, zawiera się w drużynie mistrza Anglii. Taki futbol chcemy oglądać. A temu, co próbuje nam oferować Jose Mourinho, mówimy stanowcze: nie!
Choć tym razem Chelsea nie wywalczyła kompletu punktów, pojedynek na Stamford Bridge przeciwko Evertonovi zakończył się bowiem bezbramkowym remisem, jeden człowiek może czuć się wielkim zwycięzcą. Maurizio Sarri po zamianie Neapolu na Londyn szturmem bierze Premier League. Wystarczyło dwanaście kolejek, aby Włoch zapisał się złotymi zgłoskami w historii tych rozgrywek. Sarri został pierwszym szkoleniowcem od początku istnienia klubu, który nie zaznał smaku porażki w pierwszych dwunastu spotkaniach. Można było się spodziewać, że nowy projekt w zachodnim Londynie odniesie pozytywny rezultat, ale nie w tak krótkim czasie. Kibice Chelsea, którzy narzekali na defensywny styl ich ulubieńców pod wodzą Antonio Conte, mogą odetchnąć z ulgą. „Sarri ball” sprawdza się i ma się dobrze, a frustrujący remis z Evertonem to jedynie mały wypadek przy pracy.











