28. kolejka miała dostarczyć odpowiedzi na kilka nurtujących nas pytań. Mianowicie, czy Cardiff skończyły się już koła ratunkowe? Czy Fulham z Huddersfield potrafią jeszcze odbić się od dna? Z innej strony, czy Sarri w obliczu ostatniego skandalu potrafi zwycięsko wyjść z nieprzyjemnej sytuacji? To wszystko już wiemy, dlatego czas na wyróżnienia oraz skrytykowanie tych wydarzeń, które szczególnie zapadły nam w pamięć.
W pewnym sensie ta seria spotkań była kuriozalna. Chociażby z tego względu, że ogromny udział (być może nawet największy w tym sezonie Premier League) w strzelanych bramkach mieli defensorzy. Łącznie zanotowali aż siedem goli i 11 asyst! Coś niebywałego. Pozwoliłem sobie tutaj dodać również samobójcze trafienie Trippiera, niestety ku rozpaczy fanów Tottenhamu. I właśnie od niego zaczniemy podsumowanie.
Nagany
„Koguty” były na Stamford Bridge drużyną beznadziejną i właściwie na tym moglibyśmy zakończyć. Zero celnych strzałów przez 90 minut to – z całym szacunkiem dla Mauricio Pochettino – kolejna plama na jego wizerunku w tym sezonie. Daleko pamięcią sięgać nie trzeba, by zorientować się, że „to już przecież było”. Dokładnie 29 grudnia, porażka z Wolves. Co prawda wtedy nieskuteczność trwała tylko 45 minut, ale przypomnijmy – to był czas bez jakiegokolwiek uderzenia. Cóż, taką postawą można wypisać się z walki o „coś więcej”. Niepokoi również fakt, że klub z Londynu zalicza drugą porażkę z rzędu.
I czymś podobnym może pochwalić się ekipa już wcześniej wymieniona. Tylko że nie o dwóch klęskach z rzędu mowa, a dwóch z konkretną drużyną. Bingo, Wolverhampton. Czy to nie dziwne, że wśród trzech zwycięstw Huddersfield w tym sezonie dwa nastąpiły w spotkaniach z „Wilkami”? Oczywiście to zapewne przypadek, czego nie można już powiedzieć o występie beniaminka. Wygląda również na to, że Nuno Espirito Santo umówił się z Mauricio Pochettino, żeby w tej kolejce nie oddać celnego strzału! Bezbarwna gra, oddanie inicjatywy, brak walki. Oto obraz blamażu z najgorszym zespołem w lidze.











