Powoli krystalizuje się grono zespołów, między którymi rozstrzygnie się walka o miejsca w czołowej czwórce tabeli. Wszystko wskazuje na to, że w tym gronie nie znajdzie się Manchester United. W siódmej serii spotkań „Red Devils” odnieśli kolejną porażkę. Ponadto hit kolejki między Chelsea a Liverpoolem przyniósł ogromne emocje, a Hudersfield Town zadomowiło się na dnie tabeli. Nie zabrakło również bohaterów – pozytywnych oraz negatywnych. Oto nasze wyróżnienia i nagany.
W siódmej serii spotkań bieżącego sezonu w zdecydowanej większości zwyciężali faworyci. Trudno obecnie określić tym mianem zespół Manchesteru United. Dlatego kolejna porażka klubu z Old Trafford, tym razem z West Ham United, nikogo nie zdziwiła. Nie zawiódł mecz na szczycie. Co prawda Chelsea podzieliła się punktami z Liverpoolem, lecz spotkanie przyniosło olbrzymie emocje. Remis konkurentów wykorzystał Manchester City. „The Citizens” dzięki lepszemu stosunkowi bramek zasiedli na fotelu lidera. Na dole tabeli bez zmian. Strefa spadowa gości ten sam zestaw zespołów co tydzień wcześniej. Ponadto jak zwykle mecze ligowej kolejki wyłoniły licznych bohaterów. W zależności od zasług otrzymali od nas wyróżnienie lub naganę.
Wyróżnienia
Czary mary znowu Harry. Napastnik Tottenham Hotspur z lekkim falstartem, ale wszedł w sezon. Dwa trafienia angielskiego snajpera zapewniły „Spurs” zwycięstwo w wyjazdowym spotkaniu z Huddersfield Town. W siedmiu spotkaniach Harry Kane zanotował w sumie już pięć trafień. To klasyfikuje podopiecznego Mauricio Pochettino w czołówce najlepszych obecnie strzelców Premier League. W poprzedniej kampanii napastnik okazał się gorszy od Mohameda Salaha. W bieżącym po raz kolejny stanie do walki o koronę króla strzelców. Na skuteczność Harry’ego Kane’a bardzo liczą wszyscy związani z Tottenham Hotspur. Z Anglikiem w wybornej dyspozycji w składzie walka o miejsce w czołowej czwórce może się powieść.
Dwa trafienia w minionej kolejce zanotował także Gylfi Sigurdsson. Jednak Islandczyk nie rozpoczął najlepiej spotkania przeciwko Fulham. Zawodnik Evertonu zmarnował rzut karny, trafiając w poprzeczkę. Szybko jednak zrehabilitował się chytrym strzałem sprzed pola karnego, zaskakując Marcusa Bettinellego. Drugim trafieniem ustalił wynik spotkania na 3:0, przytomnie wykorzystując podanie Bernarda. Świetna dyspozycja Gylfiego Sigurdssona na pewno cieszy menedżera Evertonu, Marco Silvę. W ostatnich tygodniach w szatni „The Toffees” pojawiły się pretensje związane z metodami pracy szkoleniowca. Postawa islandzkiego zawodnika pokazuje, że może i treningi są wymagające, ale skuteczne.













