W ostatnich latach uznawaliśmy Borussię za zespół, który ładnie gra, ale nic ważnego nie wygrywa. W obecnych rozgrywkach decydujące starcia również kończą się niepowodzeniem, a co gorsza, zniknęła efektowna gra ze słabszymi rywalami. To już nie jest słynny heavy metal jak za Klopa. Borussia Dortmund nie zachwyca jak dawniej, za to jest skuteczna, co wpływa na dobrą lokatę w ligowej tabeli, ale pytanie na jak długo.
Jeśli ktoś spojrzy na tabelę po pięciu kolejkach i zobaczy zespół Favre’a z identyczną liczbą punktów co Bayern, to pomyśli: jest dobrze. A jeśli do tego dodamy fakt, że stracił cztery razy mniej goli niż Bawarczycy, to już w ogóle możemy odtrąbić idealny start „Żółto-czarnych”.
Tak jednak nie jest. Dotychczas gracze z Westfalii rozegrali dwa mecze z wymagającymi rywalami i po obu schodzili z boiska z opuszczonymi głowami. Trudno obwiniać kogoś o porażkę z Bayernem. Ale jeśli przegrywasz z nim trzy ostatnie spotkania, a co sezon mówisz, że chcesz powalczyć z nim o mistrzostwo, to coś jest nie tak.
Falstart w Champions League
Ale zostawmy Bayern. To obecnie zespół, który gra w innej, swojej własnej lidze. Tylko kataklizm mógłby odebrać mu mistrzostwo Niemiec. Problem, i to duży, powstał po zeszłotygodniowej porażce z Lazio, czyli zespołem – jakkolwiek patrzeć – słabszym od Dortmundu. Ktoś powie: jakie to ma znaczenie, skoro i tak wyjdzie z tej grupy, bo trudno z perspektywy Niemców było wymarzyć sobie lepszy zestaw grupowy. Lazio to zdecydowanie najmocniejszy konkurent.
I pewnie tak będzie. Bo trudno sobie wyobrazić, by ta Borussia nie okazała się lepsza od Zenitu czy też Brugge. Jednak to ważny sygnał ostrzegawczy, którego nie należy lekceważyć. Występ na Stadio Olimpico był tragiczny, a przecież palców u obu rąk nam by zabrakło, by wymienić lepsze zespoły od drużyny Simone Inzaghiego. Co będzie, gdy dojdzie do rywalizacji z nią?
Wspominaliśmy już ostatnie mecze z Bayernem. Szczególnie ważny był ten rozgrywany późną wiosną, po restarcie Bundesligi. Wtedy wydawało się, że wszystko stoi otworem przed zespołem Favre’a, a koniec końców skończyło się jak zawsze. Ale podobnie było i w ubiegłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Tam też, gdy dochodziło do starć z takimi rywalami jak Barcelona czy PSG, kończyło się na marzeniach.
Już nie heavy metal
Borussia nie gra przekonująco. Nawet gdy wygrywa wysoko jak z czy Freiburgiem, to zawsze jest jakieś ale. Bo rywal był nie w formie, bo nie grali tak przez 90 minut, bo z takim rywalem tak trzeba.











