Fot. Fernando Torres strzelający zwycięskiego gola Niemcom w finale Euro 2008
Ostatnimi czasy dość często żartowaliśmy w gronie znajomych, że rozgrywanie 31 meczów na mistrzostwach Europy jest kompletnie niepotrzebne. UEFA powinna wybrać cztery najmocniejsze ekipy i od razu rozlosować je do półfinałów, skoro faworyci na każdej imprezie są w zasadzie ci sami. Nie inaczej będzie i w tym roku, ale przed nimi długa, wyboista i niezmiernie trudna przeprawa, którą ostatecznie zwycięsko zakończyć może każdy.
Bukmacherzy nie mają żadnych wątpliwości, kto powinien znaleźć się w tegorocznym finale Euro 2012. Najgłośniej w tym kontekście mówi się o reprezentacjach Hiszpanii i Niemiec, co paradoksalnie jest dla wielu ekspertów nieco zaskakujące. O ile obecność w gronie faworytów naszych zachodnich sąsiadów nie budzi zastrzeżeń, o tyle zaliczenie do niego Hiszpanów jest w tym roku dla wielu ludzi, którzy na piłce pozjadali zęby, powodem do rozważań. „La Furia Roja” będzie bronić na polsko-ukraińskich boiskach mistrzowskiego tytułu i siłą rozpędu należy uznać ją za drużynę, która będzie liczyć się w końcowych rozstrzygnięciach. Powodów jest oczywiście zdecydowanie więcej. Niemcy – jak to Niemcy – zawsze groźni i „zawsze wygrywają”. Rola czarnego konia znowu przypada Anglikom, którzy razem z Holendrami będą chcieli pokrzyżować plany ekipom Joachima Loewa i Vicente del Bosque.
Fernando Torres strzelający zwycięskiego gola Niemcom w finale Euro 2008 (fot. Lastrow.wordpress.com)
Słynna na cały świat „tiki-taka” po raz kolejny będzie chciała zawojować piłkarską Europę. Powtórzenie wyczynu sprzed czterech lat będzie zdecydowanie trudniejsze, ale nie niemożliwe do zrealizowania. Trzon kadry pozostał praktycznie niezmieniony i składa się z najlepszej generacji hiszpańskich piłkarzy w historii. Najmocniejszą bronią tejże generacji jest właśnie wspomniana „tiki-taka”, która paradoksalnie może być jednocześnie jej największą bolączką. Jeśli Hiszpanie w jakiś sposób nie urozmaicą swojej gry, nie wniosą do niej nowych piłkarskich elementów, mogą mieć na Euro spore problemy. Z drugiej strony, jeśli Iniesta i spółka będą prezentować swój najlepszy futbol, jak przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii, rywale mogą mieć niewiele do powiedzenia.
To właśnie olbrzymi talent sprawia, że Hiszpanów, którzy w ostatnich latach rozegrali najwięcej meczów spośród wszystkich reprezentacji na świecie, trzeba – idąc za typami bukmacherów – uznać za największego faworyta do zdobycia tytułu. Ci, którzy uważają inaczej, najczęściej powtarzają właśnie to, że „La Furia Roja” może być już tym wszystkim zmęczona. Nikomu w historii nie udało się wygrać trzech największych imprez piłkarskich jedna po drugiej. Dla wielu jest to fakt, iż drużyna del Bosque odda w tym roku panowanie komu innemu. Ale kwestie te rozpatrywać można na wiele sposobów. Jak już wspominałem, trzon kadry w zasadzie się nie zmienił – mało tego, jest on teraz dużo bardziej doświadczony. Przedstawiciele Półwyspu Iberyjskiego bez wątpienia odczują brak dwójki graczy Barcelony, Davida Villi i Carlesa Puyola, ale sprawi to, że będą jeszcze bardziej zdeterminowani do pokazania światu, że mimo tak poważnych absencji nadal mogą wygrywać z każdym rywalem. Przed Euro 2008 w kontekście Hiszpanii zawsze mówiło się o tym, że gra „pięknie jak nigdy, ale przegrywa jak zawsze”. Ta drużyna w końcu nauczyła się jednak wygrywać – wygrywać bez porzucania swoich ideologii, nie zmieniając stylu gry, który być może nie przynosi mnóstwa bramek, ale na takich turniejach liczy się liczba zwycięstw, a nie zdobytych goli. To sprawia, że Iker Casillas może 1 lipca w Kijowie po raz drugi w swoim życiu podnieść w górę mistrzowski puchar.
Kto może poprowadzić Hiszpanów do końcowego zwycięstwa? Pójściem na łatwiznę byłoby stwierdzenie, że bezwzględnie każdy, ale tak właśnie jest. Bardzo wiele będzie zależeć od postawy obrony. Del Bosque będzie musiał przecież zaufać parze środkowych defensorów, Ramosowi i Pique, którzy do tej pory nie grali razem zbyt często. Nie do ocenienia będzie rola pomocnika Manchesteru City, Davida Silvy, do którego – kiedy ten jest w formie – wystarczy podać piłkę na połowie rywala i czekać na rozwój wydarzeń. Wydaje się jednak, że największą rolę odegra Iniesta, który niejednokrotnie udowadniał już, że jego największą siłą są najważniejsze pojedynki. Andres rolę lidera poza boiskiem odda Xaviemu czy Casillasowi, ale po tym jak zabrzmi pierwszy gwizdek, to on będzie gwiazdą zespołu, dającą gwarancję nieugięcia się pod presją, która będzie olbrzymia, wbrew temu, co mówią reprezentanci Hiszpanii.
Przed Hiszpanami niezwykle trudne zadanie obronienia tytułu mistrzowskiego (fot. Sportige.com)
Wydaje się, że owa presja jest zrzucana na ekipę Niemiec. Podopieczni Joachima Loewa zdają sobie sprawę, że nadszedł najwyższy czas na odniesienie międzynarodowego sukcesu. Niedojście do finału będzie dla nich prawdziwą katastrofą. Nasi zachodni sąsiedzi są żądni rewanżu za finał sprzed czterech lat, kiedy gol Fernando Torresa pozbawił ich szans na triumf. Wspaniała historia po prostu nakazuje im walkę o najwyższe cele i nikogo nie powinno to dziwić, jeśli przyjrzymy się ich potencjałowi kadrowemu. Największe nadzieje pokłada się w niesamowitym Mario Gomezie, który ma za sobą fantastyczny sezon. Wicekról strzelców minionego sezonu Bundesligi strzelał bramki jak na zawołanie i to samo ma czynić przez najbliższe tygodnie. Okazji będzie miał do tego mnóstwo, zważywszy na fakt, iż pomagać mu w tym będzie niesamowita druga linia z Mesutem Oezilem i Bastianem Schweinsteigerem na czele.
Podobnie jak Hiszpanie, w których składzie prym wiodą głównie gracze Barcelony i Realu Madryt, tak i kadra Niemiec opiera swoją siłę na zawodnikach, którzy znają się jak łyse konie. Jeden z największych pechowców minionego sezonu w Europie, Bayern Monachium, będzie reprezentowany na Euro 2012 aż przez ośmiu piłkarzy. Wszyscy z nich mogą mieć miejsce w pierwszej jedenastce, co może okazać się kluczowym elementem w drodze po mistrzostwo. Również i w tym miejscu nasuwa się porównanie do Hiszpanów. Wbrew pozorom obydwie reprezentacje są do siebie bardzo podobne – zdyscyplinowane w obronie, w której mimo wszystko przewagę zdają się mieć zawsze doskonale poukładani Niemcy, i szalenie niebezpieczne w ataku. Na tego typu turniejach mecz piłkarski zmienia się wręcz w prawdziwą bitwę, która na pierwszy rzut oka przypomina aż za bardzo starannie rozgrywany pojedynek szachowy. Bliższe przyjrzenie się sprawia jednak, iż dostrzegamy w tym prawdziwą futbolową maestrię, ukierunkowaną na spełnienie w stu procentach przedmeczowych założeń taktycznych.
A jeśli chodzi o założenia taktyczne, to bez wątpienia są one siłą Niemców, dowodzonych przez znakomitego Loewa. 52-letniego trenera chciałyby mieć w swoich szeregach wszystkie kluby na świecie i nie jest to, rzecz jasna, przypadek. Loew doskonale zna niemiecki futbol i swoich podopiecznych, z których potrafi wycisnąć 110% normy. Ich nie trzeba będzie motywować, ich trzeba będzie ukierunkować i poprowadzić do sukcesu. Dlatego wielka będzie w tym rola Loewa, który stał się liderem tej reprezentacji.
Steven Gerrard, jedno z największych nazwisk reprezentacji Anglii. Czy sprosta oczekiwaniom? (fot. theengland.com)
Futbol jest jednak sportem nieprzewidywalnym, dlatego nie należy zapominać o pozostałych drużynach. Holendrów przedstawiać nikomu nie trzeba. „Oranje” to zespół od zawsze słynący z nieprzyzwoicie wręcz utalentowanych piłkarzy. Zespół, który – podobnie jak Niemcy – wie, co to znaczy zostać ogranym przez Hiszpanów. Wydaje się, że dla Holendrów nie było lepszego momentu do stanięcia w szranki w europejskim czempionacie. Bert van Marwijk absolutnie nie ma czego zazdrościć nieco wyżej notowanym rywalom. Holendrzy może i nie mogą pochwalić się zgraną kadrą, w której wszyscy mówią jednym głosem, ale z drugiej strony jako jedni z nielicznych mogą bezgranicznie ufać w to, że pojedynczy gracze utrą reszcie nosa. Klaas-Jan Huntelaar i Robin van Persie zostali królami strzelców w swoich ligach, prezentując zabójczą skuteczność i bestialsko rozwijając swoje umiejętności. Arjen Robben, Wesley Sneijder i Rafael van der Vaart, choć w minionym sezonie nie mieli zbyt wielu powodów do radości, to ciągle gracze ze światowego topu. Dodając do tego niezmordowanych w środku pola Nigela de Jonga i Marka van Bommela, otrzymujemy drużynę w zasadzie kompletną. Co prawda w linii obrony nie ujrzymy nazwisk, które przyprawiają najlepszych napastników świata o dreszcze, ale nazwiska te gwarantują solidność, tak bardzo potrzebną w tego typu imprezach.
Na sam koniec wspomniany czarny koń Euro 2012, czyli synowie Albionu. Anglicy, dowodzeni przez Roya Hodgsona, znajdują uznanie w oczach wszystkich rywali. Juan Mata, pomocnik reprezentacji Hiszpanii, otwarcie przyznaje, że to właśnie Anglia jest głównym faworytem do sięgnięcia po mistrzostwo. Równie odważnie wypowiada się Cristiano Ronaldo, który mówi, że będzie nawet Anglikom kibicował, dodając, że ci już dawno temu powinni odnieść w końcu międzynarodowy sukces. Nie sposób się z takimi stwierdzeniami nie zgodzić, bo europejska piłka zawsze kojarzona będzie właśnie z Anglią. Jej plany ostatnimi czasy nieco pokrzyżowały kontuzje, ale w kadrze ciągle znajdują się zawodnicy, którzy na boisku zostawią mnóstwo zdrowia. Przeglądając kadrę Roya Hodgsona, nie zobaczymy nazwisk, które mają szansę na zgarnięcie prestiżowych, indywidualnych nagród. Zobaczymy nazwiska piłkarzy, którzy niejedno we współczesnym futbolu przeszli i którzy wiedzą, co to rywalizacja na najwyższym poziomie. Zobaczymy piłkarzy, którzy myślą tylko o tym, aby w lipcu wrócić do domu z upragnionym trofeum, bez względu na to, że to innym rywalom już rozdaje się medale.
Anglicy udowodnili już w tym roku, że Niemców i Hiszpanów bać się nie trzeba. Szanować – jak najbardziej, bać się – wykluczone. Londyńska Chelsea rozprawiła się przecież nie tak dawno zarówno z hiszpańską „Barcą”, jak i niemieckim Bayernem, a to przecież zawodnicy tych zespołów stanowią o sile swoich reprezentacji. Nie można oczywiście przesadzać z porównaniami piłki klubowej do reprezentacyjnej, ale nie można też zapominać o wynikach, które mówią nam wszystko o tym, czego możemy się spodziewać. Nie można zapominać o tym, że Chelsea to nie tylko angielscy piłkarze, ale trzeba mieć na uwadze, że w drużynie tej mimo wszystko przoduje wyspiarska filozofia gry. Kto wie, może nadszedł ten czas, kiedy to Anglia znowu stanie się futbolową stolicą Europy.
Pamiętam dokładnie rok 2002 i Mistrzostwa Świata w
Korei i Japonii. Francja była murowanym faworytem do
finału po zwycięstwach w MŚ ’98 i ME ’00 (czyli
podobnie do Hiszpanii – wygrana w ME ’08 i MŚ ’10).
Jak się później okazało, nie dała rady wyjść z
łatwej jak na mistrza Europy i Świata grupy (Dania,
Senegal, Urugwaj) z dorobkiem 1 pkt!
Dalej uważacie, że w finale zagrają Hiszpanie,
Niemcy lub Holendrzy, tylko dlatego, że ostatnio
udało im się tam dotrzeć?
~W
~Babcia Władzia
To EURO będzie należeć do „słabszych drużyn”.
~
~...
Poza tradycyjnymi faworytami, takimi jak: Holandia,
Niemcy, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Anglia,
Francja (jeden z trójki Holandia – Niemcy –
Portugalia odpadnie już w fazie grupowej) na uwagę
zasługuje: Polska, Rosja, Chorwacja i Szwecja.
POLSKA może być niespodzianką, ale tylko może
być, nie musi, nikt na nas nie stawia. Tylko teraz
może się wydawać, że jesteśmy mocni… A jak
będzie, to się okaże. Ja myślę że na grupie
nasz udział w mistrzostwach się nie zakończy.
ROSJA pokazała, że potrafi stanowić monolit jako
drużyna, co pokazała chociażby na ME ’08
odpadając z turnieju dopiero po porażce z
późniejszym mistrzem, Hiszpanią.
CHORWACJA ma naprawdę, naprawdę mocny skład, a w
nim takich piłkarzy jak: Ćorluka, Srna, Krancjar,
Modrić, Perisić, Pranjić, Rakitić, Eduardo,
Jelavić czy Mandżukić.
SZWECJA tak jak Chorwacja, genialny skład: Isaksson,
Mellberg, Elm, Kallstrom, S. Larsson, Wernbloom. I
oczywiście świetni napastnicy:
– Johan Elmander – zapewne na mistrzostwach tylko
rezerwowy, bo z takimi konkurentami bardzo trudno
wygrać walkę o miejsce w skłądzie.
– Markus Rosenberg – kolejny joker. Ma wejść na
ostatnie 15 minut i strzelić bramkę.
– Ola Toivonen – wysoki, silny, dobrze grający
głową (oczywiście nie tak dobry w tym wszystkim
jak Ibrahimović) ale co dwóch kolosów to nie
jeden.
– Zlatan Ibrahimović – genialny, genialny, genialny.
Napastnik kompletny! Co tu więcej mówić…
A dorobek bramkowy w tym sezonie tych ostatnich
napastników to 81!
Elmander 49(14),
Rosenberg 33(10)
Toivonen 43(23)
Ibrahimović 44(34)
H
Hambek
Ja bardziej uwarunkuje się do samego tekstu.
Oczywiście Hiszpania, Holandia i Niemcy to
najpoważniejsi kandydaci to wygrania turnieju.
Każda z tych reprezentacji ma swoje problemy.
Hiszpanie- oklepana tiki-taka i brak fundamentalnych
postaci Villi i Puyola. Nie zmienia to fakty, że
tworzą kolektyw i paradoksalni tiki-taka nie
zaskakuje, jednak ciągle na wielkich turniejach
wygrywają. Na Mundialu w RPA pierwszy mecz przegrali
i już wtedy mieli nie dać rady, jak się ich dalsze
losy potoczyły nie muszę przypominać. Holendrzy-
to całkowici inny zespól niż 2 lata temu. Po
prostu słabszy pod każdym względem. Szczególnie
defensywa i brak formy np. Robbena czy Snejdera. Plus
i jedyna nadzieja to genialny duet van Persie-
Huntelar, który jednak nie może grac razem. Niemcy-
to wydaje sie z tej całej trójki najbardziej
stabilny zespół. Mieszanka młodzieńczej fantazji
z doświadczeniem. Moga jednak odczuwać piętno
Hiszpanów (porażki w 2 ostatnich czempionatach w
kluczowych spotkaniach). Co do Anglików to wcale
się nie zdziwię jeżeli nie wyjdą z grupy.
Niektórym wyda się to niemożliwe, ale tak może
być. Ciężka grupa- współgospodarz i według mnie
czarny koń Euro- Francja oraz nieobliczalna i bardzo
groźna Szwecja Zlatana. Dodajmy brak Ronneya w 2
meczach, nieobecności Lamparda i Cahilla i może
mamy gotowy przepis na blamaż. O Portugalii za wiele
nie da sie napisać, bo pewnie z grupy nie wyjdą.
Natomiast Włosi mają zaprzątniętą głowe innymi
rzeczami i też bym na nich specjalnie nie liczył. Z
reszty zespołów na uwagę zasługuje jeszcze tylko
Rosja. Może przesadzę, ale marzy mi się dobry
występ Polaków i bardzo na nich liczę.
~
~assurbanipal
Ja osobiście mam w głębokim poważaniu „wielkie”
euro będące w dalekim cieniu Copa America. :) TYLKO
LATINO FUTBOL! Nic nie może się równać z
niepowtarzalną atmosferą latynoskich boisk! W
AMERYCE TYLKO BOCA JUNIORS i nikt inny! I nie ma to
jak moja strona o najlepszym klubie na świecie.
Grupa Trzymająca Władzę: Spartak Moskwa, Polonia
Warszawa, Górnik Wałbrzych. Przed nami nie ma
ucieczki!
Dodaj komentarz
Ostatnimi czasy dość często żartowaliśmy w gronie znajomych, że rozgrywanie 31 meczów na mistrzostwach Europy jest kompletnie niepotrzebne. UEFA powinna wybrać cztery najmocniejsze ekipy i od razu rozlosować je do półfinałów, skoro faworyci na każdej imprezie są w zasadzie ci sami. Nie inaczej będzie i w tym roku, ale przed nimi długa, wyboista i niezmiernie trudna przeprawa, którą ostatecznie zwycięsko zakończyć może każdy.
Bukmacherzy nie mają żadnych wątpliwości, kto powinien znaleźć się w tegorocznym finale Euro 2012. Najgłośniej w tym kontekście mówi się o reprezentacjach Hiszpanii i Niemiec, co paradoksalnie jest dla wielu ekspertów nieco zaskakujące. O ile obecność w gronie faworytów naszych zachodnich sąsiadów nie budzi zastrzeżeń, o tyle zaliczenie do niego Hiszpanów jest w tym roku dla wielu ludzi, którzy na piłce pozjadali zęby, powodem do rozważań. „La Furia Roja” będzie bronić na polsko-ukraińskich boiskach mistrzowskiego tytułu i siłą rozpędu należy uznać ją za drużynę, która będzie liczyć się w końcowych rozstrzygnięciach. Powodów jest oczywiście zdecydowanie więcej. Niemcy – jak to Niemcy – zawsze groźni i „zawsze wygrywają”. Rola czarnego konia znowu przypada Anglikom, którzy razem z Holendrami będą chcieli pokrzyżować plany ekipom Joachima Loewa i Vicente del Bosque.
Fernando Torres strzelający zwycięskiego gola Niemcom w finale Euro 2008 (fot. Lastrow.wordpress.com)
Słynna na cały świat „tiki-taka” po raz kolejny będzie chciała zawojować piłkarską Europę. Powtórzenie wyczynu sprzed czterech lat będzie zdecydowanie trudniejsze, ale nie niemożliwe do zrealizowania. Trzon kadry pozostał praktycznie niezmieniony i składa się z najlepszej generacji hiszpańskich piłkarzy w historii. Najmocniejszą bronią tejże generacji jest właśnie wspomniana „tiki-taka”, która paradoksalnie może być jednocześnie jej największą bolączką. Jeśli Hiszpanie w jakiś sposób nie urozmaicą swojej gry, nie wniosą do niej nowych piłkarskich elementów, mogą mieć na Euro spore problemy. Z drugiej strony, jeśli Iniesta i spółka będą prezentować swój najlepszy futbol, jak przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii, rywale mogą mieć niewiele do powiedzenia.
To właśnie olbrzymi talent sprawia, że Hiszpanów, którzy w ostatnich latach rozegrali najwięcej meczów spośród wszystkich reprezentacji na świecie, trzeba – idąc za typami bukmacherów – uznać za największego faworyta do zdobycia tytułu. Ci, którzy uważają inaczej, najczęściej powtarzają właśnie to, że „La Furia Roja” może być już tym wszystkim zmęczona. Nikomu w historii nie udało się wygrać trzech największych imprez piłkarskich jedna po drugiej. Dla wielu jest to fakt, iż drużyna del Bosque odda w tym roku panowanie komu innemu. Ale kwestie te rozpatrywać można na wiele sposobów. Jak już wspominałem, trzon kadry w zasadzie się nie zmienił – mało tego, jest on teraz dużo bardziej doświadczony. Przedstawiciele Półwyspu Iberyjskiego bez wątpienia odczują brak dwójki graczy Barcelony, Davida Villi i Carlesa Puyola, ale sprawi to, że będą jeszcze bardziej zdeterminowani do pokazania światu, że mimo tak poważnych absencji nadal mogą wygrywać z każdym rywalem. Przed Euro 2008 w kontekście Hiszpanii zawsze mówiło się o tym, że gra „pięknie jak nigdy, ale przegrywa jak zawsze”. Ta drużyna w końcu nauczyła się jednak wygrywać – wygrywać bez porzucania swoich ideologii, nie zmieniając stylu gry, który być może nie przynosi mnóstwa bramek, ale na takich turniejach liczy się liczba zwycięstw, a nie zdobytych goli. To sprawia, że Iker Casillas może 1 lipca w Kijowie po raz drugi w swoim życiu podnieść w górę mistrzowski puchar.
Kto może poprowadzić Hiszpanów do końcowego zwycięstwa? Pójściem na łatwiznę byłoby stwierdzenie, że bezwzględnie każdy, ale tak właśnie jest. Bardzo wiele będzie zależeć od postawy obrony. Del Bosque będzie musiał przecież zaufać parze środkowych defensorów, Ramosowi i Pique, którzy do tej pory nie grali razem zbyt często. Nie do ocenienia będzie rola pomocnika Manchesteru City, Davida Silvy, do którego – kiedy ten jest w formie – wystarczy podać piłkę na połowie rywala i czekać na rozwój wydarzeń. Wydaje się jednak, że największą rolę odegra Iniesta, który niejednokrotnie udowadniał już, że jego największą siłą są najważniejsze pojedynki. Andres rolę lidera poza boiskiem odda Xaviemu czy Casillasowi, ale po tym jak zabrzmi pierwszy gwizdek, to on będzie gwiazdą zespołu, dającą gwarancję nieugięcia się pod presją, która będzie olbrzymia, wbrew temu, co mówią reprezentanci Hiszpanii.
Przed Hiszpanami niezwykle trudne zadanie obronienia tytułu mistrzowskiego (fot. Sportige.com)
Wydaje się, że owa presja jest zrzucana na ekipę Niemiec. Podopieczni Joachima Loewa zdają sobie sprawę, że nadszedł najwyższy czas na odniesienie międzynarodowego sukcesu. Niedojście do finału będzie dla nich prawdziwą katastrofą. Nasi zachodni sąsiedzi są żądni rewanżu za finał sprzed czterech lat, kiedy gol Fernando Torresa pozbawił ich szans na triumf. Wspaniała historia po prostu nakazuje im walkę o najwyższe cele i nikogo nie powinno to dziwić, jeśli przyjrzymy się ich potencjałowi kadrowemu. Największe nadzieje pokłada się w niesamowitym Mario Gomezie, który ma za sobą fantastyczny sezon. Wicekról strzelców minionego sezonu Bundesligi strzelał bramki jak na zawołanie i to samo ma czynić przez najbliższe tygodnie. Okazji będzie miał do tego mnóstwo, zważywszy na fakt, iż pomagać mu w tym będzie niesamowita druga linia z Mesutem Oezilem i Bastianem Schweinsteigerem na czele.
Podobnie jak Hiszpanie, w których składzie prym wiodą głównie gracze Barcelony i Realu Madryt, tak i kadra Niemiec opiera swoją siłę na zawodnikach, którzy znają się jak łyse konie. Jeden z największych pechowców minionego sezonu w Europie, Bayern Monachium, będzie reprezentowany na Euro 2012 aż przez ośmiu piłkarzy. Wszyscy z nich mogą mieć miejsce w pierwszej jedenastce, co może okazać się kluczowym elementem w drodze po mistrzostwo. Również i w tym miejscu nasuwa się porównanie do Hiszpanów. Wbrew pozorom obydwie reprezentacje są do siebie bardzo podobne – zdyscyplinowane w obronie, w której mimo wszystko przewagę zdają się mieć zawsze doskonale poukładani Niemcy, i szalenie niebezpieczne w ataku. Na tego typu turniejach mecz piłkarski zmienia się wręcz w prawdziwą bitwę, która na pierwszy rzut oka przypomina aż za bardzo starannie rozgrywany pojedynek szachowy. Bliższe przyjrzenie się sprawia jednak, iż dostrzegamy w tym prawdziwą futbolową maestrię, ukierunkowaną na spełnienie w stu procentach przedmeczowych założeń taktycznych.
A jeśli chodzi o założenia taktyczne, to bez wątpienia są one siłą Niemców, dowodzonych przez znakomitego Loewa. 52-letniego trenera chciałyby mieć w swoich szeregach wszystkie kluby na świecie i nie jest to, rzecz jasna, przypadek. Loew doskonale zna niemiecki futbol i swoich podopiecznych, z których potrafi wycisnąć 110% normy. Ich nie trzeba będzie motywować, ich trzeba będzie ukierunkować i poprowadzić do sukcesu. Dlatego wielka będzie w tym rola Loewa, który stał się liderem tej reprezentacji.
Steven Gerrard, jedno z największych nazwisk reprezentacji Anglii. Czy sprosta oczekiwaniom? (fot. theengland.com)
Futbol jest jednak sportem nieprzewidywalnym, dlatego nie należy zapominać o pozostałych drużynach. Holendrów przedstawiać nikomu nie trzeba. „Oranje” to zespół od zawsze słynący z nieprzyzwoicie wręcz utalentowanych piłkarzy. Zespół, który – podobnie jak Niemcy – wie, co to znaczy zostać ogranym przez Hiszpanów. Wydaje się, że dla Holendrów nie było lepszego momentu do stanięcia w szranki w europejskim czempionacie. Bert van Marwijk absolutnie nie ma czego zazdrościć nieco wyżej notowanym rywalom. Holendrzy może i nie mogą pochwalić się zgraną kadrą, w której wszyscy mówią jednym głosem, ale z drugiej strony jako jedni z nielicznych mogą bezgranicznie ufać w to, że pojedynczy gracze utrą reszcie nosa. Klaas-Jan Huntelaar i Robin van Persie zostali królami strzelców w swoich ligach, prezentując zabójczą skuteczność i bestialsko rozwijając swoje umiejętności. Arjen Robben, Wesley Sneijder i Rafael van der Vaart, choć w minionym sezonie nie mieli zbyt wielu powodów do radości, to ciągle gracze ze światowego topu. Dodając do tego niezmordowanych w środku pola Nigela de Jonga i Marka van Bommela, otrzymujemy drużynę w zasadzie kompletną. Co prawda w linii obrony nie ujrzymy nazwisk, które przyprawiają najlepszych napastników świata o dreszcze, ale nazwiska te gwarantują solidność, tak bardzo potrzebną w tego typu imprezach.
Na sam koniec wspomniany czarny koń Euro 2012, czyli synowie Albionu. Anglicy, dowodzeni przez Roya Hodgsona, znajdują uznanie w oczach wszystkich rywali. Juan Mata, pomocnik reprezentacji Hiszpanii, otwarcie przyznaje, że to właśnie Anglia jest głównym faworytem do sięgnięcia po mistrzostwo. Równie odważnie wypowiada się Cristiano Ronaldo, który mówi, że będzie nawet Anglikom kibicował, dodając, że ci już dawno temu powinni odnieść w końcu międzynarodowy sukces. Nie sposób się z takimi stwierdzeniami nie zgodzić, bo europejska piłka zawsze kojarzona będzie właśnie z Anglią. Jej plany ostatnimi czasy nieco pokrzyżowały kontuzje, ale w kadrze ciągle znajdują się zawodnicy, którzy na boisku zostawią mnóstwo zdrowia. Przeglądając kadrę Roya Hodgsona, nie zobaczymy nazwisk, które mają szansę na zgarnięcie prestiżowych, indywidualnych nagród. Zobaczymy nazwiska piłkarzy, którzy niejedno we współczesnym futbolu przeszli i którzy wiedzą, co to rywalizacja na najwyższym poziomie. Zobaczymy piłkarzy, którzy myślą tylko o tym, aby w lipcu wrócić do domu z upragnionym trofeum, bez względu na to, że to innym rywalom już rozdaje się medale.
Anglicy udowodnili już w tym roku, że Niemców i Hiszpanów bać się nie trzeba. Szanować – jak najbardziej, bać się – wykluczone. Londyńska Chelsea rozprawiła się przecież nie tak dawno zarówno z hiszpańską „Barcą”, jak i niemieckim Bayernem, a to przecież zawodnicy tych zespołów stanowią o sile swoich reprezentacji. Nie można oczywiście przesadzać z porównaniami piłki klubowej do reprezentacyjnej, ale nie można też zapominać o wynikach, które mówią nam wszystko o tym, czego możemy się spodziewać. Nie można zapominać o tym, że Chelsea to nie tylko angielscy piłkarze, ale trzeba mieć na uwadze, że w drużynie tej mimo wszystko przoduje wyspiarska filozofia gry. Kto wie, może nadszedł ten czas, kiedy to Anglia znowu stanie się futbolową stolicą Europy.