To może być prawdziwa bomba, która wstrząśnie hiszpańską piłką. Firma hotelarska pozwała właśnie właściciela Malagi do sądu, domagając się uregulowania zaległości. Poza tym poinformowała wszystkich, że posiada sporą ilość akcji klubu. Problem polega na tym, że oficjalnie to szejk Al -Thani jest jedynym udziałowcem zespołu. Jaka jest więc prawda i co to może oznaczać dla wszystkich zainteresowanych?
Samą Malagę trudno uznać za podmiot, który wydatnie zaznaczył swoją obecność na piłkarskim rynku w Hiszpanii. Klub został powołany do życia w 1948 roku. Przez kilkadziesiąt lat istniał w zasadzie poza świadomością szerszej grupy kibiców, nie odnosząc nie tylko żadnych znaczących sukcesów, ale przede wszystkim tułając się gdzieś tam po niższych ligach.
Prawdziwy kataklizm spadł na ekipę z Andaluzji w 1992 roku. Wówczas biorąc pod uwagę ogromne problemy finansowe, podjęto trudną, ale jedyną słuszną decyzję, która oznaczała rozwiązanie klubu. Taki stan rzeczy trwał jednak tylko przez rok, już po kilkunastu miesiącach postanowiono bowiem o reaktywacji i przede wszystkim o zmianie nazwy na Malaga Club de Futbol.
W sezonie 1998/1999 udało się dokonać historycznego, pierwszego awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Tam jednak nie udało się zbyt długo zagrzać miejsca i wszystko skończyło się ponownym lądowaniem w Segunda Division. Kolejne lata po ponownym awansie, który miał miejsce w 2008 roku, trudno było uznać za nazbyt udane. Zespół trzymał się z dala od strefy spadkowej, choć bywały także i od tego wyjątki, a poza tym w żaden sposób nie można było przyznać, aby ktokolwiek w Hiszpanii poważnie liczył się z „Boqueneros”.
Szejk sypie groszem
Wszystko zmieniło się jednak 11 czerwca 2010 roku, kiedy to za 35 milionów euro klub został kupiony przez Abdullaha Al-Thaniego. Szejk już na początku postawił sobie bardzo ambitne zadanie, którego celem było sprawienie, aby w ciągu trzech, a maksymalnie czterech lat Malaga stała się jedną z głównych sił w Primera Division.
I trzeba przyznać, że szybko rozpoczęło się wcielanie tych planów w życie. Na Estadio La Rosaleda trafili między innymi Isco, Santi Cazorla czy Ruud van Nistelrooy. To spowodowało, że sezon 2011/2012 udało się zakończyć na czwartym miejscu, które pozwoliło później na wyjątkową przygodę w Lidze Mistrzów. Przygodę, którą dopiero w ćwierćfinale zakończyła Borussia Dortmund.
Szejk bywa zmienny….
Al-Thani błyskawicznie wpompował w klub ponad 150 milionów euro i wszyscy zaczęli marzyć o kolejnych tłustych latach Malagi, a także o głośnych nazwiskach, które niebawem miałyby trafić do zespołu. I nikt nawet w najstraszniejszych snach nie spodziewał się tego, co nastąpiło później.
Pierwszym znakiem ostrzeżenia było to, co działo się po odpadnięciu z Ligi Mistrzów. Szejk nie potrafił się pogodzić z pożegnaniem z tymi prestiżowymi rozgrywkami i skrytykował w zasadzie każdą możliwą instytucję, a co zrozumiałe – najbardziej dostało się europejskiej federacji piłkarskiej.
Bardzo szybko okazało się, że on sam także ma sobie wiele do zarzucenia. Zaczęło wychodzić na jaw, że przestał płacić nie tylko swoim pracownikom i piłkarzom, ale także zapomniał o uregulowaniu kolejnych transz za Monreala i Cazorlę, co sprowadziło na klub kolejne nieprzyjemności. Ostatecznie klub został wykluczony z europejskich pucharów na trzy kolejne sezony, a ponadto został wezwany do uregulowania wysokiej kary finansowej.











