Miedź Legnica, która fatalnie zaczęła sezon Betclic 1. Ligi – od trzech porażek – szybko zdecydowała się na zmianę menadżera. Czy klub z południowo-zachodniej części Polski nie pospieszył się jednak za bardzo? Tak szybkie rozstanie z Wojciechem Łobodzińskim może odbić się czkawką osobom zarządzającym „Miedzianką”, której celem przed sezonem była przecież walka o powrót do Ekstraklasy.
Nie wielki powrót
Gdy Wojciech Łobodziński wracał do Miedzi Legnica, wybór ten wydawał się bardzo racjonalny zarówno dla niego, jak i dla klubu. Trener Łobodziński co prawda przez 6 miesięcy po zwolnieniu z Arki Gdynia pozostawał bezrobotny, była to jednak jego decyzja. 42-latek nie mógł narzekać na brak zainteresowania ze strony innych klubów, ale świadomie wstrzymywał się z podpisaniem kontraktu z nowym pracodawcą. Legenda Miedzi, bo za taką uznawany jest w Legnicy Wojciech Łobodziński, swojego powrotu na stadion przy ul. Orła Białego nie będzie wspominać jednak najlepiej – w czerwcu podpisał kontrakt na obecny sezon, a już 2 miesiące później stracił pracę.
„Łobo” zostaje z nami ‼️
Trener Wojciech Łobodziński w sezonie 2025/2026 poprowadzi drużynę Miedzi Legnica 💪
Walczymy dalej 👊 Wiara jest w nas 💚💙❤️ pic.twitter.com/1KuWkavJQa
— MKS Miedź Legnica (@MiedzLegnica) June 3, 2025
Już początek tej przygody nie napawał optymizmem. Trener, który podczas pierwszej swojej przygody w Miedzi Legnica stał się niejako zakładnikiem własnego sukcesu, przegrał 2 z 3 pierwszych spotkań. Jego zespołowi w pierwszym meczu udało się pokonać tylko Wisłę Kraków. Dokładnie ten sam klub ograła ekipa Wojciecha Łobodzińskiego w półfinale baraży, do których podchodziła z obawą. Z zespołu, który miał być jednym z faworytów do awansu, Miedź stała się zespołem-zagadką. Wpłynęły na to przede wszystkim porażki w trzech ostatnich meczach sezonu. Można więc powiedzieć, że Miedź Legnica kończyła rozgrywki w podobny sposób do tego, w jaki je zaczęła pod wodzą Wojciecha Łobodzińskiego.
Baraże, czyli początek końca
Baraże to osobna historia. Choć Wojciech Łobodziński miał już w nich pewne doświadczenie nabyte w Arce, tak jak i w Gdyni, w finale musiał uznać wyższość rywali. Oczywiście w poprzednim klubie jego porażka była bardziej abstrakcyjna. Dla przypomnienia – „Arkowcy” w meczu z Motorem Lublin, po golu Olafa Kobackiego prowadzili od 13 do 87 minuty. Wtedy to właśnie Piotr Ceglarz kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego. Już chwilę później Mbaye Ndiaye znalazł się w polu karnym, nawinął obrońcę i zapewnił Motorowi awans do Ekstraklasy.
W zeszłorocznym półfinale baraży Miedź Legnica musiała się wybrać do Krakowa na ciężkie starcie z miejscową Wisłą. Taki los słabą formą pod koniec sezonu sami sobie zgotowali piłkarze Wojciecha Łobodzińskiego. Co dla wielu okazało się zaskoczeniem – udało im się ograć „Białą Gwiazdę” i to z zachowaniem czystego konta. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez odrobiny szczęścia, które tego dnia zdecydowanie było po stronie gości. Z ponad 20 strzałów Wisły tylko 4 były celne, a 2 w końcówce obijały obramowanie bramki. Słaba skuteczność krakowian mocno więc pomogła trenerowi Wojciechowi Łobodzińskiemu i jego podopiecznym w znalezieniu się w finale.
Wojciech Łobodziński odchodzi z Miedzi ℹ️
Kontrakt ze szkoleniowcem został rozwiązany za porozumieniem stron ✍️ Nazwisko nowego trenera legniczan poznamy w najbliższych dniach 🔜
„Łobo”, dziękujemy za pracę dla Miedzi i życzymy powodzenia w dalszej karierze trenerskiej ‼️ pic.twitter.com/670mxjPnEw
— MKS Miedź Legnica (@MiedzLegnica) August 4, 2025
Spotkania Arki Gdynia z Motorem Lublin oraz Miedzi Legnica z Wisłą Płock w finałach baraży łączy nie tylko postać trenera przegranych. W obu tych meczach drużyny Wojciecha Łobodzińskiego miały swoje sytuacje, których nie potrafiły zamienić w bramki. O ile można było jednak mieć pretensję do tego, w jak kuriozalnych okolicznościach swój finał przegrała Arka, o tyle Wisła Płock – czyli zeszłoroczny rywal Miedzi Legnica – w 100% zasłużyła na zwycięstwo. Zawodnicy Miedzi od początku wyglądali na przestraszonych, a Wojciech Łobodziński już przed spotkaniem przegrał pojedynek taktyczny z Mariuszem Misiurą. Bramki dla Wisły Płock były tylko kwestią czasu, a klub liderujący obecnie w Ekstraklasie w pełni zasłużył na awans.
Słaby początek sezonu i szybkie zwolnienie
„Miedzianka” swój sezon rozpoczęła fatalnie. Trzy porażki w trzech pierwszych meczach i bilans bramkowy 4:10 to scenariusz, który fanom Miedzi Legnica nie śnił się nawet w najgorszych koszmarach. Choć mecz pierwszej kolejki z GKS-em Tychy mógł się potoczyć inaczej i równie dobrze mogła go wygrać ekipa Wojciecha Łobodzińskiego, to w dwóch kolejnych meczach piłkarze z Legnicy byli po prostu gorsi od swoich boiskowych rywali – zarówno z Opola, jak i z Grodziska Mazowieckiego. To właśnie ta bolesna porażka w Grodzisku Mazowieckim z miejscową Pogonią doprowadziła do zwolnienia 42-latka. Już po samym meczu właściciel Miedzi – pan Andrzej Dadełło – miał trenerowi Wojciechowi Łobodzińskiemu dać wyraz swojej frustracji związanej ze słabym startem rozgrywek. Jednocześnie w tej rozmowie miały paść ze strony działacza klubu słowa o zakończeniu współpracy.
Mimo tego wszystkiego tak szybkie otwarcie karuzeli trenerskiej w 1. Lidze – i to właśnie za sprawą Miedzi Legnica oraz Wojciecha Łobodzińskiego – może dziwić. Trener być może nie zapracował sobie w ostatnim czasie na wyjątkowo duży kredyt zaufania, ale poprzednią przygodą w Legnicy udowodnił swoje umiejętności trenerskie. Cała ta sytuacja dzieli także środowisko kibiców. Część z nich popiera decyzję podjętą przez pana Andrzeja Dadełło i twierdzi, że nastąpiło to w odpowiednim momencie. Część natomiast stara się bronić Wojciecha Łobodzińskiego, poddając w wątpliwość jakość kadry „Miedzianki”.