Złość i rozczarowanie, ale jednocześnie pozytywne zaskoczenie może czuć po tym spotkaniu sceptycznie nastawiony sympatyk reprezentacji Polski przed inauguracją w Lidze Narodów UEFA. Również, a może szczególnie dla neutralnych obserwatorów były to zawody bardzo przyjemne do oglądania. Dynamiczne akcje, niemało sytuacji, ale co dla nas równie ważne, bardzo dojrzała gra w defensywie i konstruowanie ataków. Zupełnie co innego zmuszeni byliśmy podziwiać na mundialu.
Jerzy Brzęczek mógł zacząć swą przygodę z reprezentacją z tak zwanej grubej rury. Od 40. minuty, za sprawą gola Zielińskiego, który zrehabilitował się za zmarnowaną stuprocentową sytuację, prowadziliśmy 1:0. Warto dodać, że od pierwszego zwycięstwa z Włochami na ich terenie dzieliło nas raptem dwanaście minut. Niestety ten, który miał nam dać doświadczenie i pewność na skrzydle – Kuba Błaszczykowski zawiódł po całości. Przegrywał wiele pojedynków, do tego sprokurował dość kontrowersyjnego karnego, bezsensownie wślizgując od tyłu. Jak sam tłumaczył się w wywiadzie pomeczowym, uważał, że karnego być nie powinno, gdyż trafił w piłkę. Na ten temat opinie nie są jednoznaczne. Na pewno byłoby ciekawie, gdyby sędziowie mieli dziś do dyspozycji system VAR.
Zmiany, które nic nie wniosły
Pierwszy mecz reprezentacji Polski po mundialu można opisać jako dobry. Trzeba przyznać, że przez większość czasu w pierwszej połowie spotkania to my mieliśmy inicjatywę, to my narzucaliśmy tempo gry. Już od początku Polacy zaczęli obiecująco. Zaczęło się od zbyt mocnego podania Krychowiaka do Lewandowskiego, który dwie minuty później świetnie zagrał do Zielińskiego. Piłkarz Napoli dostał piłkę mniej więcej na piąty metr i był niemalże sam na sam z Donnarummą. Praktycznie nie patrząc na to jak ustawiony jest golkiper oddał strzał, niestety prosto w młodego Włocha.
Niewiele ponad pół godziny później bliźniacza akcja skończyła się powodzeniem. Ponownie Lewandowski zagrał fenomenalną piłkę, górą z boku boiska pod nogi Zielińskiego, który tym razem się nie pomylił i fantastycznie zrehabilitował za sytuację z początku meczu. Do przerwy prowadziliśmy 1:0.
Na drugą połowę wyszliśmy takim samym ustawieniem. Dopiero w 55. minucie meczu selekcjoner zdecydował się zdjąć z boiska Mateusza Klicha i dać szansę młodemu Damianowi Szymańskiemu. Dziesięć minut później Linetty zmienił Zielińskiego, który rzekomo narzekał na uraz kostki, który dokuczał mu jeszcze przed sezonem.











