Nie tylko kibice, ale również i rywale chcieli, aby ten hiszpański drugoligowiec awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej. No, może za wyjątkiem rywali z Sanchez Pizjuan. Oprócz pewnego zwycięstwa w Segunda, zespół dał się poznać jako jeden z niewielu, które potrafiły w zakończonym sezonie pokonać mistrza, FC Barcelona. Poznajmy pierwszego beniaminka Primera Division: Real Betis Balompié.
Awans klubu z Sewilli to doskonała wiadomość dla wszystkich fanów piłki nożnej rodem z Półwyspu Iberyjskiego. Pewne jest, że powrót Betisu po dwóch latach gry na boiskach Segunda Division wniesie o wiele więcej, niż z całym szacunkiem dla tych ekip, Realu Sociedad, Herculesa i Levante rok temu. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale najważniejsze z nich to przede wszystkim tradycje i historia klubu, założonego w 1907 roku przez studentów medycyny oraz kadetów akademii wojskowej. Betis Balompie otrzymał także w 1914 roku dodatkowy człon „Real” (królewski) od samego króla Hiszpanii, Alfonsa XIII, który był fanem tej drużyny. Co ciekawe, Betis otrzymał ten tytuł jako pierwszy, nawet przed innym Realem z Madrytu. Można powiedzieć, że Betis wrócił tam, gdzie jego miejsce – to jedyny zdobywca mistrzostwa Hiszpanii (co prawda w sezonie 1934/1935, ale jednak), który nie grał w Primera Division w zakończonym niedawno sezonie. Niestety, w nadchodzącym sezonie ponownie nie zobaczymy kompletu mistrzów w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale przecież za katastrofalną postawę i spadek Deportivo nie należy winić Andaluzyjczyków.

Betis swoje sukcesy odnosił nie tylko w czasach piłkarsko prehistorycznych, ale także stosunkowo niedawno. „Verdiblancos” dwukrotnie zdobyli Puchar Króla – w 1977 oraz 2005 roku, a dodatkowo nie przynieśli Hiszpanii wstydu w rozgrywkach Ligi Mistrzów, gdzie w sezonie 2005/2006 najpierw rozprawili się z Monaco (które dwa lata wcześniej dotarło do finału), a w fazie grupowej zremisowali z Liverpoolem i wygrali nawet z faworyzowaną Chelsea, jednak do awansu to nie wystarczyło i obie angielskie ekipy zagrały dalej. Betis zadowolił się wówczas trzecim miejscem i grą w 1/16 Pucharu UEFA, ale został wyeliminowany większą liczbą bramek na wyjeździe przez Steauę Bukareszt, a same rozgrywki wygrała wtedy… druga ekipa z Sewilli.
Betis od samego początku rozgrywek ligowych był typowany do awansu. Już sezon 2009/2010, czyli pierwszy po spadku, miał udany. Co prawda drugą ligę wygrał Real Sociedad, ale Betis zakończył sezon z tylko trzema oczkami mniej, podobnie jak… dwie inne ekipy, Levante i Hercules, i awans przegrał tylko gorszym bilansem bezpośrednich spotkań. Pościg Betisu był jednak imponujący – podczas gdy Real Sociedad i Levante systematycznie gromadziły punkty i zapewniły sobie awans już na dwie kolejki przed końcem, Betis grał bardzo nieregularnie i do samego końca walczył z najlepszym zespołem rundy jesiennej, Herculesem, o trzecie miejsce. Mający w połowie sezonu 11 punktów przewagi nad resztą stawki Hercules zanotował jednak serię siedmiu spotkań bez zwycięstwa i pozwolił się wyprzedzić także sewilczykom, jednak w przedostatniej serii spotkań Betis tylko zremisował z Salamanką i na nic zdał się w ostatniej kolejce pogrom 4:0 na boisku pewnego awansu Levante i tytuł najlepszej drużyny wiosny – zespół z Alicante zmobilizował się na sam koniec sezonu i odnosząc dwa ważne zwycięstwa, zamknął Andaluzyjczykom drogę do Primera Division. Brak awansu spotkał się z ogromnym zawodem kibiców oraz sporym zaskoczeniem mediów.















