Wisła Płock zaczyna rozczarowywać. Jeden punkt na początku drugiej części sezonu to zaskakująco słaby wynik, patrząc na rozbudzone oczekiwania i nadzieje kibiców na półmetku rozgrywek i po okresie przygotowawczym. O ile można mówić o całkiem udanej inauguracji, jaką był remis na wyjeździe z Radomiakiem Radom, o tyle upadek własnej twierdzy w meczu z Piastem Gliwice i przegrana w Lubinie z Zagłębiem – czyli przy całym szacunku, z drużynami nie zachwycającymi w tym sezonie – może niepokoić. Tym bardziej że porażki były w pełni zasłużone, a wręcz zdecydowane.
„Czy paliwa starczy do maja?” – takie pytanie postawiliśmy w odsłonie skarbu kibica poświęconej zespołowi „Nafciarzy”. I już na samym starcie rundy widzimy, że pary na osiąganie kolejnych świetnych rezultatów zaczyna brakować i płocczanie (brutalnie) wracają do swojego miejsca w szeregu. Kontynuacja obecnej formy piłkarzy Macieja Bartoszka może sprawić, że część ligowych rywali przy okazji starcia z Wisłą będzie próbowała dopisywać sobie trzy punkty jeszcze przed wyjściem na boisko.
Jakie są powody słabej dyspozycji?
Przyczyn obniżki dyspozycji Wisły Płock w 2022 roku możemy się doszukiwać w kilku miejscach. Między innymi w obronie, gdzie dzieje się coraz gorzej, kolejno: jeden stracony gol, dwa gole i trzy gole w ostatnich potyczkach. I to bramki wcale nietracone po pojedynczych, indywidualnych błędach, ale przez fatalną organizację, gdy rywal, czy w ataku pozycyjnym, czy przy kontrowaniu, wchodził jak w masło.
Nie pomaga dotychczasowy lider formacji defensywnej, czyli Jakub Rzeźniczak. 35-latek poza zmaganiami boiskowymi musi radzić sobie z wychowywaniem poważnie chorego syna, a dodatkowo w ostatnim czasie potęgującą nagonką medialno-kibicowską. To, że przez ostatnie wydarzenia z mentalem kapitana „Nafciarzy” nie dzieje się dobrze, widzieliśmy już przy okazji dostania czerwonej kartki w Radomiu.
Podobnie jest z innymi istotnymi postaciami zespołu ze stadionu imienia Kazimierza Górskiego. Rafał Wolski zachwycał techniką oraz motoryką w zimowych sparingach i wydawało się, że wreszcie powróci do swojej najwyższej formy. Natomiast wraz z nadejściem ligi prezentował się paradoksalnie słabiej niż wcześniej i jego występy nie są dobrym prognostykiem dla sympatyków, którym marzą się lepsze efekty i większa regularność dobrej gry „Wolaka”.











