Pavol Stano w niedzielne południe zadebiutował w roli szkoleniowca Wisły Płock. „Nafciarze” pewnie wygrali w Białymstoku z Jagiellonią 1:0 i umilili swojemu nowemu opiekunowi początek pracy na Mazowszu. Pracy bardzo trudnej, której zresztą jest do wykonania bardzo dużo, by nie zawieść.
Dla 44-latka to powrót do naszego kraju po 3,5-rocznej przerwie. Stano jako piłkarz występował w aż pięciu klubach polskiej ekstraklasy: Polonii Bytom, właśnie Jagiellonii Białystok, Koronie Kielce, Podbeskidziu Bielsko-Biała i Bruk-Becie Termalice Nieciecza. W tej ostatniej drużynie pełnił także rolę asystenta trenera. Tę samą funkcję sprawował trochę ponad rok w Żylinie, zanim został w niej desygnowany również na głównego szkoleniowca. Przez dwa lata utrzymywał własny zespół w czołówce i był chwalony za efekty swojej pracy, przez co stanowił łakomy kąsek na polskim rynku trenerskim. I jego nadejście w końcu się ziściło.
Kontrowersyjna zmiana wstępnie się wybroniła
Wisła Płock w zeszłym tygodniu zwolniła trenera Macieja Bartoszka, co spotkało się ze sporym niezawodowoleniem, a wręcz buntem jej kibiców. Szkoleniowiec z charakterystyczną łysiną przychodził z misją specjalną, zrealizował ją z nawiązką, współpraca z nim układała się wzorowo, przez co pozostał na stanowisku. Przez długi czas wydawał się być prawdziwym wybrańcem dla płockiego klubu i zwyczajnie stał się częścią wiślackiej rodziny, w której miał wytrwać lata, osiągając sukcesy.
Jednak inne plany miał zarząd, którego zdanie o Bartoszku, nie wiedzieć czemu, w momencie zmieniło się o 180 stopni. Jak powszechnie uważano, władze Wisły Płock zwyczajnie szukały pretekstu do pożegnania trenera i skutecznie go znalazły – to słuszna ocena sytuacji przez obserwatorów. Głosy o rezygnacji z polskiego trenera pojawiały się już od pół roku i to po drobnych, pojedyńczych porażkach… Pojedyńczych, bo jesienią bieżącego sezonu „Nafciarze” postawili sobie poprzeczkę wyjątkowo wysoko.
I teraz jej po prostu nie przeskoczyli. Jak dobrze pamiętamy, pierwsze cztery tegoroczne kolejki to zaledwie jeden remis i trzy porażki płocczan. Kryzys się przydarzył, ale przydarza się KAŻDEMU. A nietrudno było spostrzec, że „góra” miała już obmyśloną nową strategię i czekała na odpowiedni moment do wprowadzenia jej w życie. Mogliśmy powiedzieć, że to było bardzo nieeleganckie i parszywe zagranie – ale na razie okazało się nad wyraz skuteczne. Najpierw tymczasowy trener Łukasz Nadolski zdobył trzy punkty z Górnikiem Łęczna, a teraz Pavol Stano przywitał się zwycięstwem.











