Znaliście kiedyś przypadek takiej licealnej pary, która z pozoru zupełnie do siebie nie pasowała, a mimo to stworzyła piękny związek? Taką parą w 2014 roku został Keylor Navas oraz Real Madryt, który wykupił Kostarykanina po znakomitym występie na brazylijskim mundialu. Przez te kilka lat ów związek wielokrotnie wydawał się zmierzać ku końcowi. W pewnym momencie tylko awaria faksu spowodowała, że ta więź siłą rzeczy musiała być kontynuowana. Z czasem okazało się, że z tego pozornie taniego romansu wyrosło coś więcej – zażyłość, którą uwieczniono na trzech nostalgicznych fotografiach: z Mediolanu, Cardiff oraz Kijowa. Teraz jednak liceum się kończy, a zakochani muszą rozejść się w swoje strony. Czas więc pożegnać Keylora Navasa, który odchodzi do Paris Saint-Germain.
Początki Kostarykanina w Realu Madryt wcale nie były usłane różami. Keylor przybył na Santiago Bernabeu głównie za sprawą kapitalnej dyspozycji na ulubionym rynku dla Florentino Pereza – na Mundialu. Do tego dał się poznać na boiskach Primera Division, gdzie czarował cuda w bramce Levante – w sezonie 13/14 aż 17 ligowych czystych kont. Jednak mimo doskonałej formy na swoją okazję musiał cierpliwie poczekać.
Wtedy jeszcze w bramce Królewskich stał Iker Casillas. Legendarny hiszpański golkiper znajdował się na zakręcie kariery, jednak Navasowi nie udało się go od razu wygryźć ze składu. W całej kampanii 2014/2015 Kostarykanin rozegrał zaledwie 11 spotkań. Kulminacyjnym momentem dla kariery Keylora okazało się być lato 2015 roku, gdy los uśmiechnął się do niego dwukrotnie. Najpierw z klubu odszedł Casillas…
Wszystko przez faks
Potem jednak stało się coś, co mogło przypominać scenę ze znanego filmu pt. „Efekt Motyla”. Gdy wydawało się, że dni Keylora w Madrycie są policzone, a samolot na Old Trafford grzał już silniki, transfer Davida De Gei wysypał się przez… „awarię faksu”. Oba zainteresowane kluby nie wyrobiły się z czasem wśród transferowego zgiełku i ostatecznie do wymiany między Madrytem a Manchesterem nie doszło. Z perspektywy lat można być pod wrażeniem, jak czasami nawet takie detale decydują później o historii futbolu.
W sezonie 2015/2016 nie było już wyjścia – Navas stał się numerem jeden w bramce Realu i szybko przekonał do siebie kibiców. Ci bowiem, zmęczeni słabą postawą Ikera Casillasa w poprzednich miesiącach, momentalnie zaczęli doceniać kolejne kocie parady Kostarykanina. Już na początku sezonu wybronił dwa rzuty karne, a jego fenomenalny występ przeciwko Celcie Vigo na długo zapisał się w pamięci. Krótko potem zaczęto rozważania – a może ten De Gea wcale nie był taki potrzebny?












